rageman.pl
Muzyka

Pink Floyd – Wish You Were Here

rok wydania: 1975

wydawca: Harvest

 

wiec to jest tak. ja nie dyskredytuje geniuszu Syda Barretta. byl koles diamentem i nie ma co do tego dyskusji. natomiast question is: czy 1 album z 12 podstawowych mozna uznac za wyznacznik dla tego, czym jest zespol ktory go stworzyl? I don’t think so. ja traktuje Pipera jako album Barreta. i wtedy wszystko sie zgadza. wilk syty, owca cala, nie ma pierdolenia, ze Pink Floyd skonczyl sie na”Kill’em All”.

nie nawiazuje do pierwszego lidera PF przypadkowo. w koncu WYWH to w glownej mierze jemu album poswiecony. i moze dlatego taka inspiracja przekula sie na album przecudowny. nie wiem czy przegenialny, nie wiem czy innowacyjny, czy inspirujacy, ale po prostu cudny. no i potwierdza slusznosc tezy, ze najwieksze dziela rodza sie w bolach.

tutaj jeszcze nikt sie nie napierdalal (to mialo sie zdarzyc dopiero w okolicach Sciany), bylo za to wypalenie. emocjonalne, ktore moglo sie przerodzic w tworcze. 2 lata po Ksiezyca Ciemnej Stronie, wyprzedane koncerty, uwielbienie wszstkich tych co mieli gramofony w domach i sluchali muzyki. jak wiadomo, osiagniecie szcztu to ryzyko, bo potem mozna juz z niego spac. co robimy wiec? -„kurde, wiecie co chlopaki? strasznie juz mnie wkurwia ten caly showbiz. ja juz nie moge, myslalem ze to bedzie blogostan, suczki, drinki z parasolki, a wcale tak zajebiscie nie jest z tym byciem gwiazda rocka, koncertowaniem, nagrywaniem plyt, wsyztsko na przemian, presja, czuje sie jak robot, wszystko chuj” -„no a czego sie Rogeruś spodziewales? witaj w maszynie?” – „uooo, swietny tytul! jest to jakis pomysl na plyte. troche musze dac ujsc zolci, bo mi sie nazbieralo. jakies jeszcze pomysly na numery? Rysiek? Nikos? Te, Dawidek, a ty czemu taki smutny siedzisz?” – „A, bo mi tak jakos teskno sie zrobilo za Sydem. Pamietacie jak fajnie bylo na poczatku, choc mnie jeszcze z Wami nie bylo?” – „No, to tez jakis pomysl na koncept album…”

ja wiem wiem, Echoes, do tego numeru inaczej niz na kolanach nie powinno sie podchodzic. a ja jednak sie odwaze i powiem – nie „Echoes”, a „Shine On You Crazy Diamond”! w sumie moznaby poswiecic osobna notke na ten numer. wiec moze wyroznie party konkretne. „III”, bo wchodzi TA gitara. (kurde, dlaczego mi sie ona tak kojarzy ze wstepem do „Wnerever, whenever” Shakiry?). ostatni, IX part, z totalnie pogrzebowym rytmem. znow cudna robota Wrighta… „V”, no bo jest tu i wokal. „VIII”, bo znow gitary Gilmoura, no Boss normalnie.

ladnie nam idzie, jeszcze trzy numery tylko do omowienia.  „Welcome to the machine”. ten numer ma jakis taki hejwimetalowy posmak, wiec mozna powiedziec, ze song ten MIAZDZY, ROZPIERDALA TRZEWIA I NIE BIERZE JENCOW! PINK FLOYD IST KRIEG! „Have A Cigar” nietypowy, bo wokalnie tutaj Roy Harper sie udziela. zawsze uwazalem ten fragment za slabszy element, ale jednak tak nie mozna. ma piosenka stajla, jest dobrze. no i tytulowa piesn. gitara. wokal. refren. tekst. dwie duszyczki plywajace w akwarium. N I E    M A  piekniejszej piosenki, okej? to oczywizm, nie probojcie sie nawet ze mna klocic.

Panie Wright, ma pan w ta plyte mniejszy wklad jako kompozytor, ale i tak gra pan tu znow przecudownie. moze info o tej notce przekurewsko dziwnym trafem dotrze to Pana, niemniej nawet jakby sie tak nie stalo, to kieruje wprost: Dziekuje. You made my childhood, jak rowniez rest of my life.

 

najlepszy moment: WISH YOU WERE HERE

ocena: 10/10

Leave a Reply