rageman.pl
Muzyka

Pezet/Noon – Muzyka Klasyczna

Pezet_Noon_Muzyka_Klasyczna-front.[CHARIS-PAGE.tk]rok wydania: 2002

wydawca: T1

 

no coz, tak sie zlozylo, ze dzis w-jakims-tam-stopniu tez mamy wazny dzien w ekhm Historii Polski. i pierwotnie chcialem polaczyc te okazje z opisem triumflanego zwyciestwa polskiej kady nad RPA. ale ze wyszla naszym kopaczom kolejna zenada, napiszmy o czyms pozytywnym. o jednym z najlepszych, moim zdaniem, wkladow polakow w europejska kulture hiphop (mimo iz nikt tej plyty za granica nie zna). kaliber 44? pierwsza molesta? zapomnij. bedzie o kolaboracji pezeta i noona.

oczywiscie nie abym dyskredytowal dokonania tamtych skladow. chodzi o to, ze „muzyka klasyczna” to dla mnie 100 procent hiphopu w hiphopie. czego nie da sie powiedziec o np plytach kalibra 44. „muzyka klasyczna” to, nomen omen, klasyczny dla kultury hh zestaw mc/producent, niczym gang starr (choc akurat na „MK” za gramofony odpowiada dj panda). o warstwie tekstowej mozna rowniez powiedziec, ze jest klasycznie – zadnej gangsterki, klimatow psycho czy innych objawow maxymalnej spinki. po prostu zycie, z calym jego kolorytem.

kozacki zreszta jest juz sam zestaw personalny albumu. grammatik to jak najbardziej powazna sprawa, jednak trudno nie zauwazyc, ze nie kazdy w tym kolektywie reprezentuje wysoki poziom obojetnosci (chyba nie trzeba rzucac ksywami?). zreszta juz samo ograniczanie postaci noona do dzialalnosci w grammatiku to zlo. a jesli chodzi o Plomien 81… wiadomo. „gdzie jest Onaaaaar? olalaaaa!”. zwlaszcza na reunionowym albumie tego skladu przykro bylo slychac tej zatrwazajacej roznicy w jakosci miedzy pezetem a onarem. przez co efekt finalny byl podobny do tego co otrzymamy, gdy pomnozymi zero przez nieskonczonosc. no dobra, moze przesadzam porownujac pezeta do nieskonczonosci. ale technicznie do dla mnie absolutna polska extraklasa, a plyty z noonem pokazaly, ze i pod wzgledem tresci typ potrafi byc calkiem zajebisty.

uszy mi sie raduja slyszac np taki kawalek jak chocby singlowe „Re-fleksje”. z jednej strony „klasyczny noon” – dobierajacy sample jak nikt inny w tym kraju, tutaj posilkujacy sie jazzujaco-soulowym motywem (co mu sie akurat czesto na tej plycie zdarza). z drugiej zas – pezet, „niesmialy intelektualista”, ktory czasem przerywa siedzenie z ziomblami na lawce by przeczytac ksiazke lub pobyc z myslami w samotnosci. w podobny pod wzgledem tak muzycznym, jak i tekstowym klimat wpisuja sie tez m.in. „te same dni, te same sny”, „to tylko ja” czy „bez twarzy”. chyba jednak wiekszosc trackow. tez „ukryty w miescie krzyk” zaliczylbym do tej grupy. byc moze najciekawszy tekst traktujacy o grupie, ktora swego czasu glupano nazwano „blokersami”. bo pisany przez osobe wywodzaca sie z niej, ale i potrafiaca na nia spojrzec z dystansu, moze nawet z perspektywy „yntelygenta” – spoleczniaka. o zadnym „magistrze blokersie” mowy nie ma. reasumujac – trza byc snoboignorantem, by traktowac wywod pezeta jako nieuzasadnione pretensje spalonego dresika.

jest tez i druga grupa numerow o znacznie lzejszym charakterze. kapitalny „slang”, mogacy robic za numer dydaktywczny w Wyzszej Szkole Lansu i Baunsu. „seniorita”, chyba najwiekszy przeboj tej plyty. sa tacy, dla ktorych ten kawalek to najsilniejszy argument w dyskusji nt wiochmenstwa pezeta. piosenka, ktorej niedaleko do szczytowych momentow Hardkorowej Komercji, ba, moze nawet bedacy jednym z prekursorow hiphopola. NIE ZGADZAM SIE. zacznijmy od tego, ze podklad jest esenncjonalnie przekozacki. zaden bauns, a jednak pelen melanz. po drugie – tak sie zlozylo, ze i pezet tutaj osiagnal w kontekscie rymotworstwa, porownan i innych aspektow wartosciujacych tekst absolut. i co z tego, ze zrobil to akurat w kawalku traktujacym o dupach, a nie o sensie zycia? pieprze to, dla mnie prawie kazda linijka z tego tekstu zalicza transfer do jezyka potocznego. „ej seniorita, sprawdz nasz naklad na kompaktach”, „dzis poszla fama ze mieszkach sama”, jestes laska ostra jak tabasko, non stop”. leze i kwicze, a jednoczesnie doznaje. niewiele gorszy jest „5-10-15” o troche mlodszych niz Carmen Elektra dziewczynkach i z jedna z pierwszych oficjalnych nagrywek Mesa.

skoro jestesmy przy featuringach, to tutaj rowniez jest pieknie. idealna liczba gosci, a i sam dobor wielce pozytywny. bossowy, deflorujacy wszelkich oponentow glos Fokusa (merytorycznie tez nienajgorzej) slychac w agresywnej „Zimej Fuzji”. udzial w „Rap Robie” zarowno Malolata, jak i Grammatika nalezy uznac bardziej za symboliczny niz faktycznie znaczacy. w koncu pierwszy to brat rapowego bohatera plyty, a grammatik… no wiadomo. choc skoro mowa o tych ostatnich, to najlepszy udzial goscinny zalicza Ash w „Te Same Dni, Te Same Sny”.

aha, i jeszcze cos – lubie skity na plytach, ale ciesze sie, ze zastapiono je tutaj instrumentalnymi zajawkami. zwlaszcza ze tez pokazuja mistrzostwo noona.

ta plyta pojawila sie w moim zyciu, kiedy dosyc daleko juz mi bylo do hiphopu, a jednak potrafila zarzadzic w nim na dlugi okres czasu. i z dzisiejszej perspektywy wciaz ja uwazam za potezna pozycje w katalogu polskiego hiphopu. choc sa tacy, ktorzy wyzej stawiaja „muzyke powazna”, to chyba nikt nie ma watpliwosci, ze ten tandem mial mega potencjal. zwlaszcza na pezeta ta kolaboracja wplynela mega pozytywnie, co widac z dzisiejszej perspektywy. noon moze stracil na finale wspolpracy pod wzgledem komercyjnym, ale na pewno nie artystycznym. a pezet? „muzyka emocjonalna”. nah, az boje sie przesluchac.

 

najlepszy moment: SENIORITA (GORĄCA KREW)

ocena: 8,5/10

Leave a Reply