rageman.pl
Muzyka

Peter Gabriel – So

rok wydania: 1986

wydawca: Geffen

 

no siemano dzieciarnia! co jeeee? poniewaz brak mi pomyslu na inteligentny wstep do tejze notki o panu Gabrielu, to bedzie w starym rejdzmen.blog.pl-stylu o tym co u mnie! ha! a wiec Jakuza z Wielkie Jol jest spoko, koncze prace magisterska i jest wielce realna szansa na obrone za 2 tygi. a dziewczyny z autobusow sa jeszcze bardziej spoko! wiec generalnie chyba jest bardziej do przodu niz do tylu, awww yeah.

okej, meritum. nie lubie Genesis. jak wspominalem, rock progresywny mnie nudzi.okej, sa gorsi zawodnicy w tej dziedzinie niz ten zespol, ale jednak. natomiast to co mi sie zawsze podobalo w tym zespole to liderzy. i powaznie, zarowno Peter Gabriel, jak i jego nastepca Phil Collins. to co solowo nagrywali to juz inna bajka, ale charyzmy nie mozna im odmowic. dlatego jutro bedzie o lysolu, a dzis o Panu Piotrze.

Pan Piotr w czasach Genesis lubial teatrzyk, malunki na twarzy i bajkowosc. takie dalekie echo syda barretta. nie wiedziec czemu, mam wrazenie ze Budzynski z Armii inspirowal sie Gabrielem. no ale niewazne. wiec pan gabriel odszedl z genesis, zaczal nagrywac solowe plyty. ale jakies takie meczace te plyty byly. co innego „So”. tutaj ponoc PG sie sprzedal. i zrobil to w zajebistym stylu.

dzisiaj tego pana kojarzymy z bardzo mocnym flirtem z world music. nie inaczej bylo na wysokosci „So”. ale tutaj te swiatowe wplywy potrafil przekuc w cos calkiem niezle przystepnego. POP, wrecz. no bo o ile otwierajacy album „Red Rain” to cos czemu w pierwszej kolejnosci mozna dac late „rock”, to juz kapitalny singlowy „sledgehammer” to funk, soul, motown jakis. trabeczki, fleciki, nozeszkurcze no! uwielbiam. swoja droga, nie wiedziec czemu jak bylem mauy to mnie klip do tego numeru bardziej przerazal niz cieszyl oko. no. w rownie dynamicznym stylu utrzymany jest „Big Time”, w ktorym kapitalnie pogrywa sobie bass (ponoc brzmienie osiagniete poprzez nawalanie w bass… paleczkami od perki. czyli innowacyjnosc tez jest na tej plycie).

no ale tez jest druga strona popowego medalu. np trzeci na plycie „Don’t Give Up”. niby goscinnie Kate Bush, wiec powinno byc mega. a jest strasznie mdle, nieznosna pop balladka. ja jestem na nie. na szczescie jest to jedyny przyklad takiej czarnej strony popu na tej plycie.

tak skoro mowa o Kate Bush to trza przyznac, ze calkiem niezla ekipe dobral sobie tutaj Piotrus. produkcja:Daniel Lanois (U2). bass: Tony Levin (King Crimson). perkusja: Manu Katche (Sting), Stewart Copeland (The Police). a wokalnie poza Bush – Jim Kerr (Simple Minds), Laurie Anderson czy Youssou N’Dour w „In Your Eyes”, do ktorego chyba najlepiej pasuje termin „afro-pop”. brzmi tak slodko i afrykansko.

warto miec generalnie to wydawnictwo na polce.

 

najlepszy moment: SLEDGEHAMMER

ocena: 8/10

Leave a Reply