Pearl Jam – Live On Two Legs
rok wydania: 1998
wydawca: Epic
suplemencik do wczorajszej piecio-notki. opiszemy dzis 3 koncertowki.
pierwsza koncertowka Pearl Jamu – „LO2L” – dorobila sie miana z wszechmiar kontrowersyjnej. niebezpodstawnie, ale tez bez przesady.
bo po pierwsze, nie jest to rejestracja jednego koncertu, a sklejka roznych fragmentow trasy promujacej „Yield” w ’98 roku. i chociaz przesada byloby mowic, ze zabraklo atmosfery swieta, to nie ma co ukrywac, ze jest to troszke oszukancza sprawa. jesli juz mam sluchac koncertu z plyty to wole, gdy jest to jeden koncert od poczatku do konca. slucham tego jakim zespol jest a nie takim, jakim chcialby zespol by go widziano.
natomiast drugi argument przeciw tej plycie jest wierutna bzdura. bo rzekomo nie ma tu przebojow. kazdy kto zna troche bardziej PJ wie, ze ten zespol zapracowal sobie na przywilej grania tego, co oni chca grac a nie tego, co publika chce uslyszec. nie bylo latwo, ale oplacilo sie obu stronom – zespol moze grac co mu sie zywnie podoba, a publika za kazdym razem jest zaskoczona tym co slyszy. w kontekscie koncertowych historii nie ma nic gorszego niz zespol, ktory na kazdym koncercie gra oklepany zestaw „przebojow”. a dla czlonka zespolu nie ma nic gorszego niz swiadomosc, ze sluchacz czeka przez caly koncert na te dwa-trzy utwory i ma w dupie cala reszte tego, co prezentujesz.
tym wieksza bzdura jest zarzut o braku hitow na tej plycie, bo tak na dobra sprawa ten kto feruje takie wyroki ma na mysli glownie „Alive”, „Jeremy” i „Rearviewmirror”, ktorych tutaj rzeczywiscie nie ma. ale przeciez jest inny „Ten”-owy hicior – „Even Flow”! jest przecudnie wykonany „Black”! i caly rzad numerow, o ktorych kazdy prawdziwy fan PJ nie mysli inaczej anizeli „przeboj”: „Daughter” z tradycyjnym cytatem z innej piosenki (tym razem Neil Youngowe „Rockin’ In The Free World” i wlasne „W.M.A.”). zestaw „manow” – „Nothingman”/”Better man”. wsciekly „Go”. uspokajajace „Off He Goes” i „Elderly Woman…”. czy najpopularniejsze (i chyba najlepsze) kawalki z wlasnie promowanego „Yield”- ledzeppelinowy „Given To Fly” i „Do The Evolution” (tendrugi brzmi nawet lepiej niz na plycie). a jakby tego bylo malo, na final otrzymujemy inny przeboj Younga, „Fuckin’ Up”. nie rozumiem – czego chciec wiecej?
reasumujac – nie tylko nie jest to zly album, ale tez i wazny, bo dokumentujacy koncertowy Pearl Jam z niezle sprawujacym sie Ironsem na perkusji. z drugiej strony – przy takim zalewie koncertowek PJ, jaki nastapil pozniej, wybor „LO2L” jako tej jedynej bylby conajmniej niezrozumialy. ale posluchac zawsze warto.
najlepszy moment: BLACK
ocena: 7/10