Paul Simon – The Rhythm of the Saints
rok wydania: 1990
wydawca: Warner
siema siema. wracamy juz do troszke powazniejszej muzyki. paul simon, o ktorym rozmawialismy w sobote, wydal jeszcze pare tych plytek i niektore Wam jeszcze polece. np dzisiaj omawiana.
po sukcesie komercyjnym i artystycznym „Graceland” Simon postanowil pojsc za ciosem i znow nagrac plyte inspirowana muzyka swiata. tym razem obral kierunek Brazylia. koncept podobny – czesc utworu nagrywano w Stanach, a czesc instrumentow (glownie kongosy, bongosy itepe itede) w studiu w Rio De Janeiro. wsrod sidemanow anglojezycznych ponownie Adrian Belew, J.J. Cale, Greg Philinganes czy, ciekawostka, Ringo Starr (The Beatles, oczywiscie).
i choc plyta odniosla sukces komercyjny, to przyznam szczerze ze mnie juz ona tak nie przekonuje jak „Graceland”. w ramach tamtej plyty zachwycalem sie, ze egzotyczny feeling zostal kapitalnie zaprzagniety w sluzbie Melodii. w przypadku „TROTS” egoztyka, ma sie wrazenie, miala stanowic wartosc sama w sobie. i pewnie, mozna sie znow pozachwycac aranzacjami, ale na samych piosenkach ucha nie ma jak zawiesic. pewnie, mozna stwierdzic ze plyta jest zamierzenie trudniejsza, bo sam Simon sprawia wrazenie jakby przygaszonego (choc paradoksalnie bardziej rozspiewanego, przez co kojarzy sie troche ze Stingiem, bo nie ma podzialu na zwrotki i refreny itepe itede. ale chyba blizsze prawdy bedzie stwierdzenie, ze jednak jest tutaj troche… no…. nudnawo, no. dziatwa problem dostrzegla, bo zadnych hit-singli z plyyty nie wykrojono, choc probowano wypromowac, zreszta chyba najbardziej przebojowy na plycie i przez to najlepszy, otwierajacy calosc „The Obvious Child”.
mimo wszystko – warto posluchac, bo jednak brazylijskie klimaty (choc czesciowo pojawia sie tez znow Afryka) to zawsze jest cos, co warto odnotowac w Pop Muzyce. np kapitalne perkusjonalia.
najlepszy moment: THE OBVIOUS CHILD
ocena: 7/10