Paul Simon – Hearts And Bones
rok wydania: 1983
wydawca: Warner
siemano. wracamy do tematu Paula Simona.
wiec tym razem bedzie o piatym albumie, poprzedzajacym „Graceland”. tak sie zdarzylo, ze „H&B” okazal sie komercyjna klapa. czego zupelnie nie rozumiem. raz, to niezly artystycznie album. dwa, ze te melodie naprawde moga sie podobac. zwlaszcza w porownaniu z np „The rhythm of the saints”.
tutaj jeszcze wszystko bylo nagywane w stanach wiec nie ma mowy o flircie z world music, choc obecnosc takich instrumentow jak marimba moze zapowiadac to co sie stanie w przyszlosci. tradycyjnie simon zebral smietanke towarzyska. jest wszedobylska ekipa z Toto – Jeff Porcaro i Greg Phiillinganes. jest Marcus Millers. w otwierajacej calosc balladzie „Allergies” solowke gitarowa zapodaje sam Ali Di Meola. chyba najwieksze jednak wrazenie robi zamykajacy album „The Late Great Johnny Ace”. w jakims stopniu tribute dla zastrzelonego ponoc dzien przed napisaniem tej piosenki Johna Lennona, ale takze tytulowego Johnny’ego Ace’a. mega posepny w nastroju, zakonczony kapitalna orkiestracja zaaranzowana przez Philipa Glassa. skojarzenie z „A Day in the Life” wydajesie wrecz wskazane.
takich intrygujacych fragmentow jest tu zreszta wiecej. „Rene and Georgette Magritte with their dog after the war” dedokowane artyscie surrealizmu Rene Magritte, z wykorzystaniem w chorkach doo-wopowej kapeli The Harptones. liryczna tytulowa ballada. a miedzy nimi bezwstydnie popowe kawalki jak „When Numbers Get Serious”, dwuczesciowy „Think too much” czy „Cars and cars” z wykorzystaniem automatu perkusyjnego. swietnie sie tego slucha.
ponoc mial to byc pierwszy studyjny album reaktywowanego duetu Simon & Garfunkel. zreszta ten drugi ponoc nawet nagral tu wokale, koniec koncow usuniete przez Simona. mozna gdybac czy z Garfunkelem ten album bylby jeszcze lepszy. ale jest i tak na tyle dobrze, ze takie dywagacje nie maja sensu.
najlepszy moment: THE LATE GREAT JOHNNY ACE
ocena: 7,5/10