In Memoriam: Paul Gray (08.04.1972-24.05.2010)
ostatnie tygodnie autentycznie przerazaja pod wzgledem ilosci zgonow, ktore naprawde zachwiewaja moj mikroswiat. tak jesli chodzi o odejscia osob bliskich mi prywatnie, jak i bliskich mi jako artystow. oczywiscie ludzie umieraja co sekunde wrecz, ale tylu smierci muzykow (bo przeciez ta dziedzina jest mi najblizsza) nie odnotowalismy w takim zageszczeniu juz dawno. blogowy hold dla niektorych – jak Dio, Hank Jones czy Peter Steele – mial moze i wiecej z szacunku jako dla naprawde istotnych Osobowosci, bo sklamalbym okreslajac tych wykonawcow jako regularnie sluchanych (inna sprawa ze ostatnio przestalem miec Ulubionych Wykonawcow – wielbie Muzyke sama w sobie, for real). zupelnie inaczej rzecz miala sie z Guru – jego legendarnosc to jedno, ale i jego muzyka rozbrzmiewala u mnie wystarczajaco czesto, by nie byc jego odejsciem szczerze poruszonym.
i teraz odchodzi Paul Gray, basista Slipknota. tu sprawa tez nie jest prosta. z jednej strony – choc jako psychofan basu mam szczegolna „slabosc” do muzykow okupujacych solo badz w zespolach tenze instrument, to jednak sciemniac nie bede, ze jakos specjalnie Gray’a cenilem. nie watpie ze mial umiejetnosci, wiadomo takze, ze to on w znacznej mierze byl odpowiedzialny w Slipie za pisanie utworow. a jednak gdzies ten jego bas ginal niestety w natloku dzwiekow generowanych przez cala dziewiatke muzykow i klarowniejsza produkcja Ricka Rubina niewiele zmienila w tym temacie. po drugie – no wiadomo, smierc ktoregos tam czlonka zespolu nie porusza w tym samym stopniu co smierc frontmana/wokalisty [no chyba ze a) mowimy o Naprawde Duzych Zespolach typu Rolling Stones, U2 czy Metallica, b) mowimy o wyrozniajacych sie instrumentalistach – obstawiam ze smierc perkmana Dream Theater bardziej by poruszyla masy niz smierc wokalisty tychze). dlatego wrecz nie ma prawa Gray „zgarnac” tyle kondolencji co chociazby wspomniany Peter Steele. a z drugiej strony Josh Silver, klawiszowiec Type O, nie ma co posmiertnie liczyc na takie poruszenie muzcznego swiatka co np odejscie Corey’a Taylora (choc naprawde mam nadzieje ze nie bedziemy sie musieli w przeciagu najblizszych 40 lat o tym przekonywac). no i jeszcze jeden szczegol, dla mnie takze wazny w tym wszystkim – trudno mi zywic rowne wspolczucie dla ofiary tak strasznej choroby jak rak i kogos, kto przegral walke z nalogiem narkotykowym. uzaleznienia to syfna sprawa i przypuszczam ze na pewnym ich etapie rzeczywiscie nic juz nie zalezy od ciebie, niemniej… zazywasz-przegrywasz. strzykawy nikt na sile ci nie wbija. a kliniki rehabilitacyjne stoja otworem, zwlaszcza jak zarabiasz miliony ze sprzedanych plyt.
a jednak uznalem ze i Gray’owi poswiece osobna notke. z prostego powodu – bo Slipknot swego czasu znaczyl dla mnie naprawde sporo. nawet nie jako tworcy muzyki, ale jako zespol-symbol gatunku, za ktory kiedys moze nawet i oddalbym zycie, a do ktorego do dzisiaj mam slabosc. i nawet sie nie wstydze tej zajawki numetalem – dopoki tzw obyci sluchacze beda na powaznie deklarowac sluchanie np Razorlight czy Klaxons to czuje sie usprawiedliwiony. doslownie KAZDY gatunek ma swoich lepszych, oryginalniejszych przedstawicieli i zerujacych na nich xerobojow. tym wiecej ich im popularniejszy gatunek. tak bylo z grunge’m, tak bylo z numetalem i tak juz jest takze z „indie” rockiem. i nawet nie bedac specjalnym wielbicielem oferty muzycznej Slipknota zdecydowanie przypisuje ich do pierwszej grupy. zreszta – do inspiracji Slipknotem przyznawali sie przeciez i starzy wyjadacze pokroju Pantery czy Slayera. to naprawde o czyms swiadczy.
dlatego: tak, naprawde szkoda czlowieka (38 lat tylko, pierwsze dziecko w drodze…), szkoda tez muzyka. nawet jesli z dzisiejszej perspektywy uwazam ze tylko „Iowa” jest wydawnictwem naprawde wartosciowym, a i to bardziej jako hm manifest artystyczny anizeli zbior kompozycji. wszak szczere to czy nie, ale malo ktory wykonawca potrafi spiewac o poderznieciu gardla i posuwaniu rany, a pozniej ladowac na szczycie list sprzedazy. jest to jakis wazny element w historii Muzyki (no ok, zawezmy temat do Metalu), choc zapewne Ryszard Nowak mialby inne zdanie na ten temat.
a przeciez byl jeszcze koncert w Stodole blisko 5 lat temu. mowiac zupelnie szczerze – calkiem niezly, wrecz zaskakujaco niezly. no i zwiazane z nim mnostwo fajnych emocji, niekoniecznie wynikajacych z samej muzyki na koncercie…