rageman.pl
Film

Pamięć

rok: 2023

reżyseria: Michel Franco

 

Ktoś mądry (i obeznany) rzekł kiedyś, że najpiękniejsze piosenki to są te o miłości. Nie wiem czy ktoś powiedział to samo o filmach, ale podpisałbym się pod taką tezą bez wahania. I Ty także, jeden z drugim, choćbyście wspinali się na wyżyny cynizmu. Bo przecież mówimy o czymś, co dotyczy nas wszystkich.

Czy są podgatunki filmów o miłości? Do mnie szczególnie trafiają filmy traktujące o relacjach, które z logicznego punktu widzenia nie mają prawa się udać. A jednak się udają, a jednak uczucie rośnie. Jak te rośliny na totalnie jałowej ziemi tudzież na betonie w mieście, które zdają się rosnąć wyłącznie siłą woli.

Coś jednak musi tych dwoje ludzi połączyć. Podobne doświadczenia, potrzeby, pasje. Sylvię i Saula połączyła… pamięć. Ona jest samotną matką, leczącą się z alkoholizmu, w który wpędziły ją traumatyczne doświadczenia z młodości. Dlatego niespecjalnie ma powrót do czasów tejże młodości poprzez uczestnictwo w zjeździe absolwentów. Niemniej daje się skusić, czego zaczyna żałować w momencie gdy się przysiada do niej mężczyzna, którego, jak się później okazuje, doskonale zna. Co gorsza, zaczyna ją śledzić przez całą jej drogę powrotną do domu. Kiedy jednak znajduje go rano zamarzniętego na ulicy uświadamia sobie, że nie jest on żadnym psychopatą-dręczycielem. Bo Saul cierpi na demencję. I zwyczajnie nie pamięta dlaczego śledził Sylvię.

On pamięta za mało, ona za dużo. Powiedzmy sobie wprost – na papierze brzmi to jak plotline filmu, który równie dobrze mógłby być komedią pomyłek. I być może w mniej wprawnych rękach tak by się, niekoniecznie zamierzenie, stało. Ale pochodzący z Meksyku Michel Franco, coraz mocniej zaznaczający swą obecność w globalnym przemyśle filmowym (m.in. za sprawą poprzedniego filmu, „Sundown”), jest zbyt utalentowanym twórcą, by coś takiego mogło się zdarzyć. Co wcale nie oznacza, że ten film musiał się udać. I jestem przekonany, że dla wielu ten film będzie zbyt ckliwy. Albo zbyt statyczny.

Moim zdaniem proporcje są tu idealne. Dzieje się tu dużo, ale nie w szaleńczym tempie. Jest wzruszająco, ale bez nachalności. Jest emocjonalnie, ale bez szantażowania. Daje do myślenia, ale nie „filozofuje”. Przede wszystkim jednak – jest wybitnie aktorsko. Zarówno Jessica Chastain jak i Peter Saarsgard są wciąż w tej niszy aktorów, których umiejętności są na najwyższym poziomie, ale wciąż nie przekroczyli tej celebryckiej granicy, za którą w filmach gra się po prostu samego siebie. Przede wszystkim jednak udało im się wytworzyć to, co w takich filmach jest kluczowe – Chemia. W tę miłość po prostu wierzysz i jej kibicujesz.

Wspaniałe kino.

 

najlepszy moment: PROCOL HORUM – WHITER SHADE OF PALE, już na zawsze będę kojarzył z tym filmem

ocena: 8,75/10

Leave a Reply