P.O.D. – The Fundamental Elements Of Southtown
wydawca: Atlantic
Pierwsza płyta starych wyjadaczy nagrana dla dużej wytwórni – i jak dla mnie największe osiągnięcie tej kapeli. Potem już była tylko kariera w MTV i prekursorzy rapcore’u zaczęli zjadać własny ogon. O o ile w przypadku „Satellite” rekompensowali mega dawką przebojowości jak np. w „Youth of a Nation” czy „Alive”, tak już ostatnie „przeboje” niezbyt się bronią. No i co może martwić – coraz mocniej da się odnieść wrażenie, że przesłanie chrześcijańskie, które wcześniej stanowiło misję zespołu, teraz jest już tylko chwytem marketingowym, mającym wyróżnić P.O.D. spośród innych kapelek typu „nu”…
No nic, wróćmy do głównego wątku, czyli „The Fundamental…”. Krótko – jak dla mnie klasyczny P.O.D. Może nie jest to nic wybitnego, ale ta muza ma konkretny atut, którego zabrakło kolejnym płytom – szczerość. Ale też zdecydowanie więcej tu eksperymentów, przeróżnych smaczków. jak np. w otwierającym całość „Hollywood” – rzecz o szoubiznesie i tym, co robi on z ludźmi. Tak w wielkim skrócie. Potem mamy dwa numery, stanowiące idealną wizytówkę stylu P.O.D. A raczej wizytówki, bo w sumie ukazane są tu dwa oblicza zespołu – „MTV-friendly” („Rock the Party (Off the Hook)”) i bardziej nawiązujący do ich korzeni „Southtown”. Kolejne numery to mniej przebojowe, ale równie wgniatające w ziemię rapkorowe bomby. Są też i dwa wyjątki. Pierwszy z nich to „Set Your Eyes to Zion” – ni to reagge, ni to psychodela… Mocna rzecz, idealna na chwile odetchnienia przed petardą, która czeka za rogiem, czyli absolutnie fenomenalna przeróbka klasyka U2 „Bullet the Blue Sky”.
Reasumując – jeśli ktoś wyrobił sobie zdanie o P.O.D. na podstawie ostatnich dokonań, to czym prędzej powinien zapoznać się z tą płytą, gdyż tutaj wlaśnie mamy esencjonalny P.O.D. Ten, który miałem przyjemność oglądać przed Kornem w Spodku w 2000 roku. Zapewne już ich koncerty wyglądają ciut inaczej…
najlepszy moment: BULLET THE BLUE SKY
ocena: 7/10

