rageman.pl
Muzyka

Oxy.gen – Dziewczyny

rok wydania: 2008

wydawca: DIY

album do pobrania stad

 

ze skrajnosci w skrajnosc ostatnio.

nie, Oxy.gen nie gra jak Slayer. zdecydowanie nie. ale nie wiem, czy notka o ich plycie jest godna nastepowac po dotyczacej Marka Grechuty. bo teksciarsko Oxy.gen prezentuje sie…. hmmmm… no coz, powiedzmy ze wcale sie nie prezentuje. nawet tytuly piosenek zenuja: „Angela (Gdybym wiedzial, ze istniejesz)”, „Yvett (Blisko jest gdzies za daleko)”, „Banshee (Jestes, zebym byl)”, itd itp. z tymi imionami to taka beka, ze to prawdopodobnie chodzi o koncept jakis, wspolna mysl. nie no, pewnie i takowa jest, ale… dobra, nie znecajmy sie. tym bardziej, ze cala reszta skladowych tego wydawnictwa prezentuje sie znacznie lepiej.

zaskakujaco lepiej. bo pamietam Oxy.gen sprzed 7-8 lat, z debiutanckiej plyty „Toxygen” i koncertow w 3miescie. szum wokol kapeli wynikal glownie z faktu, ze grala w niej polowa skladu nieodzalowanego Illusion (konkretnie: Pawel Herbasch i Jarek Smigiel). po tym, jak Lipa solowy wyskoczyl z plyta osadzona po calosci w elektronice oczekiwano, ze moze chociaz jego kumple z Nowego Portu w nowym projekcie poniosa pochodnie rockowego pieprzniecia. niestety – choc Oxy.gn lansowano usilnie jako absolutne novum na polskiej scenie, brzmienie XXI wieku, to w praktyce to byl zwyczajny pop rock. owszem, inkrutowany elektronika i hiphopowymi przeszkadzajkami, ale nie w wiekszym stopniu niz u Incubusa, ktorego mega sukces zasial u poczatku dekady zamet wsrod polowy gitarowej sceny. koncept idealny, trafiajacy do wszystkich – sluchaczy rmf fm, dziewczyn w arafatkach i wrazliwych numetalowcow. w praktyce skonczylo sie tak jak w przypadku kazdej ideologii genialnej tylko w teorii – po dwoch sezonach Oxy.gen wyparowal ze sceny muzycznej i tyle o nich slyszelismy.

az tu nagle nadszedl rok panski 2008 i co sie okazalo? Oxy.gen jednak zyje! nawet wiecej – plyte nowa wydal! juz bez medialnego halasu, po cichaczu, bez jakiejkolwiek promocji chlopaki sobie album wrzucili do neta i udostepnili wszystkim chetnym. normalny ruch w sumie – trza o sobie przypomniec, a wlasciwie zaczac budowac fejm od nowa, bo 6 lat, jakie dziela „Dziewczyny” od debiutu, to szmat czasu we wspolczesnej muzyce. o ile za normalne uznamy takze to, ze wrzucona przez takiego debiutanta (chocby nawet i „wielokrotnego”) plyta jest udostepniona w wyjebanej jakosci wav’ach, nagrywana jest w najlepszym studiu nagraniowym w Polsce u boku jednego z najlepszych producentow (Marcin Bors, Fonoplastykon), a dodatkowo udzielaja sie na niej calkiem znane nazwiska pokroju Jacka Kuleszy, Karoliny Kozak czy… Sokoła.

najbardziej jednak zaskakujace w tym wszystkim jest to, ze ta plyta jest calkiem strawna! okazuje sie znow, ze dobre melodie potrafia zdzialac cuda. oczywiscie nie zawsze – poziom plyty jest wyboisty jak jasna cholera i sporo tu fragmentow wrecz smutnych, uswiadamiajacych, ze polskojezyczne granie a’la 5 woda po incubusowym kisielu nie jawi sie w 2010 roku jako zbyt swiezy pomysl. a jednak wystarczy by wlazla do kompzycji dobra melodia, by miss nagle okazal sie hitem, by przestal przeszkadzac nawet momentami dosc fajansiarski wokal pana Wysockiego. a moze po prostu zdziadzialem bez reszty, a potrzeba melodii rzucila mi sie juz totalnie na mozg? a moze swoje robi sentyment, ktory kaze przychylnie patrzec na wszystko z mniej lub bardziej silna koneksja z cudownym okresem poczatku nowego wieku? tak, 2003 w trojmiescie to byl piekny czas.

przed komplementowaniem Oxy.genu wstrzymuje takze to, ze najlepsze fragmenty plyty – poza w pelni autorska „Thiara” – nie do konca naleza do zespolu. szczegolnie dotyczy to „Nobody’s model” – panowie, owszem, dostarczyli kapitalny, siadajacy na banie podklad. ale to jednak Karolina Kozak kradnie tutaj show, udowadniajac przy okazji, ze Bogdan Kondracki powinien olac wszystkich i skupic w pelni swoj potencjal producencki na nagraniach swej zyciowej partnerki. a, i jeszcze ta nieszczesna „Angela”… w kregach blizszych blokowiskom ten ficzuring Sokola zebral dissy tak potezne, ze krytyka „W aucie” wypada przy nich niczym przyjacielski przytyk. tymczasem ten numer to jest tak dramatycznie inna rzecz od tego z czym artystycznie kojarzy sie szef Prosto, ze trudno tak na dobra sprawe go nie docenic. nawet jesli trzeba troche przymknac oko na jego emo-aspekt.

Oxy.gen to zdecydowanie nie jest zespol niezbedny do zycia jak tlen, ale warto sie sztachnac. lokalne propsy dla chlopakow.

 

najlepszy moment: TSHIARA (POD BIAŁYM PARASOLEM)

ocena: 7/10

Leave a Reply