rageman.pl
Muzyka

One Day As A Lion – One Day As A Lion EP

rok wydania: 2008

wydawca: ANTI-

 

okej dzieciaki. przerywamy cykl pisania o dupeczkach, by opisac moja muzyczna pamiatke z Londynu.

jest prawdopodobienstwo ze nazwa One Day As A Lion nic wam nie mowi. wyjasniam wiec: duet zlozony z dwoch muzykow. Zack De La Rocha, spiewajaco-rapujacy lider Rage Against The Machine oraz Jon Theodore, byly perkusista The Mars Volty. zacne towarzycho, co nie?

wydanie tej EPki moglo stanowic zaskoczenie. przez tyle lat, od czasu rozwiazania RATMu, Zack wciaz rzekomo cos nagrywal. czasem nawet te kawalki ogladaly swiatlo dzienne, jak „March Of Death” (nagrany z DJ Shadowem) czy „We want it all” (efekt wspolpracy z Trentem Reznorem). ciagle mowilo sie o coraz to nowszych wspolpracownikach Zacka . ale koniec koncow zadna plyta nie wyszla. i teraz, kiedy RATM sie reaktywowali i wszyscy licza, ze po powrocie z trasy wejda do studia, Zack formuje nowa grupe i wypuszcza z nia EPke. jesli ktos codzien modli sie o nowa plyte Rejdzow, moze czuc sie takim obrotem spraw zaniepokojony. tym bardziej, ze to naprawde niezle wydawnictwo.

szoku wlasciwie nie ma. choc jesli ktos spodziewal sie rock szlagierow typu „Killing In The Name Of” to moze poczuc sie rozczarowany. „mic check” z „Walki Los Angeles”? blizej. a najblizej tym kawalkom do coverow rapowych z „Renegades”. otwierajacy calosc singlowy „Wild International” wywoluje wrecz male deja vu, bo zwrotki totalnie kojarza sie z „Microphone Fiend” z ostatniego jak dotad studyjnego albumu RATM. czyli co? hiphop.

i w hiphopowym kontekscie nalezaloby te EPke umiescic, a nie „rejdzowym”. bo wtedy naprawde mozna sie materialem podjarac. moze przesada byloby mowic o zupelnie nowej jakosci, ale na pewno jest to rzecz w tej kategorii nietypowa. z conajmniej paru powodow. jedenymu z nich np na imie Jon Theodore. wyobrazcie sobie rymowanie do bebnienia Johna Bonhama z Led Zeppelin i bedziecie mieli wstepne wyobrazenie tego materialu. po prostu typ wyczynia tu cuda. przyznam szczerze, ze sluchajac Mars Volty nie zdawalem sobie sprawy, jaki mocarz siedzi za garami w tej kapeli. moze ze wzgledu na to, ze tak bardzo te bebnienie jest tutaj wysuniete do przodu, mozna sie przekonac o wielkosci typa. a jednoczesnie nie ma ani przez chwili poczucia, ze koles jest z totalnie innej bajki.

druga najbardziej zwracajaca uwage kwestia to klawisze. choc moze nalezaloby napisac „klawisze”. bo w ksiazeczce poza tekstami i podziekowaniami zadnego innego info nie znajdziemy. a gdyby nie wikipedia przysiaglbym, ze mamy do czynienia z gitara. ba, bylbym nawet pewien, ze jest za nia odpowiedzialny sam Tom Morello. coz, skubaniec przyzwyczail nas do tego, ze jego gitara brzmi najczesciej jak wszystko tylko nie gitara. i wlasnie z tego typu dzwiekami mamy tu do czynienia. bajka.

chyba najmniej zaskakuje sam Zack. swobodne balansowanie miedzy rapem i skandowaniem, czasem nawet sie wydrze, choc moze nie az tak jak w finalach „bullet in tha head” czy wspomnianego „killing…”. no i pod wzgledem tekstowym nic sie nie zmienilo. wciaz walka.

jest na czym zawiesic ucho, choc trudno o ktorymkolwiek z tych pieciu kawalkow  powiedziec, ze ma potencjal na alternatywny hit. byc moze dlatego dobrze sie stalo, ze to tylko EPka, bo kolejnych 5 piosenek tego typu mogloby zmeczyc. a tak to mamy do czynienia z mala sensacja. w zadnych tam kategoriach raprockowych. zaangazowany przekaz, surowa produkcja, najprawdziwsza niezalezna wytwornia a nie zadne tam Sony- to najprawdziwszy punk, podany na hiphopowy sposob. ze pozerstwo, bo za wszystkim stoi milioner? panie, daj pan kurwa spokoj.

i jeszcze cos. to wydawnictwo jest bez watpienia najciekawsza rzecza wydana przez ktoregokolwiek muzyka RATM poza macierzystym zespolem. byc moze nawet jedyna konkretna. ktora byc moze stanowi najlepsze potwierdzenie, ze reaktywacji RATM potrzebowala zdecydowanie pozostala trojka anizeli Zack. choc to morello, tim i brad sprzedali miliony plyt z Audioslave. i chociaz sam z mila checia wysluchalbym nowego albumu ratm, to dzieki One Day As A Lion rozpaczac nie bede, gdy tak sie nie stanie.

 

najlepszy moment: ONE DAY AS A LION

ocena: 8/10

Leave a Reply