OJ Da Juiceman – Bouldercrest Day
rok wydania: 2010
wydawca: DIY
No i znów ten OJ Da Juiceman… Wciąż daję mu szansę, obczajam te jego mixtape’y, bo tego typu wydawnictwa to ostatnio ma największa zajawka, wciąż mam nadzieję że coś pozytywnego mnie zaskoczy… I nic. Chłopak poszedł w ilość, klepiąc te swoje rapsy wciąż nad jednym i tym samym bicie, który usłyszeć można na pierdyliardzie innych mixtape’ów. Nie wiem, może jak dla kogoś liczy się przekaz to może coś z tych jego mikstejpów wyniesie. Dla mnie jako osoby, dla której w muzyce jednak najważniejsza jest muzyka, te jego wydawnictwa to męczarnia. Przymierzam się do kupna samochodu, może w warunkach typu subwoofer i zimny łokieć taki mixtape się sprawdzi. Ale w domu? Ni chu chu.
Nie mam pojęcia co można wyróżnić. Zaintrygował mnie przez chwilę „Ride The Beat”, w którym słychać dźwięki konsolowej gry, ale potem wchodzi tak fajansiarski zaśpiew, że aż wstyd słuchać głośno. Co innego „Up To The Times”, w którym śpiewy Rock City coś tam sobą reprezentują. A skoro mowa o ficzurach to też padaka, no-name’y raczej.
Posłuchajcie lepiej Bee Gees. Przy okazji śmierci Robina Gibba odkryłem, że całkiem spoko byli.
najlepszy moment: UP TO THE TIMES (FEAT. ROCK CITY)
ocena: 6/10