rageman.pl
Film

Ogniem I Mieczem

rok: 1999

reżyseria: Jerzy Hoffman

 

Ale nie ma tego złego. Postanowiłem dalej eksploatować cud-maszynę zwaną DVD. Co tym razem obejrzymy? Dostrzegam, że kiedyś tatulek zakupił DVD „Ogniem i mieczem”. Eeeeee? No niech będzie. Wszak w kinie na tym zasnąłem, więc do końca nie widziałem. A poza tym podstawowa różnica — teraz nie muszę oglądać. A jednak chcem. No to odpalamy.

Wiadomo o co chodzi. Jerzy Hoffman celem swej kariery reżyserskiej uczynił zekranizowanie trylogii H. Sienkiewicza. Tyle że poszło mu to trochę odwrotnie — najpierw „Pan Wołodyjowski”, potem „Potop”, a następnie długo długo nic. Oczywiście przymierzał się do zrobienia „Ogniem i mieczem”, ale treść długo uniemożliwiała mu realizację tego filmu. Trza było poczekać na końcówkę lat 90., kiedy to Polska stała się krainą tolerancji i wolności artystycznej. Poza tym technika już w tym czasie umożliwiała w pełni pokazanie tego, co trzeba. A parę scen bitewnych się w książce uzbierało.

Powiem szczerze — nie czytałem trylogii, w najbliższym czasie nie zamierzam i niespecjalnie orientuję się w historii pokazanej przez Hoffmana. Ja prosty chłopak jestem, u którego historia to jest to, co zdarzyło się od ’84 roku do wczoraj. Wiem, że w XVII wieku był syf w Polsce, z lekcji historii pamiętam kto to był Chmielnicki. Ale ta wiedza jest za mała, by w pełni pochłaniać całą historię pokazaną w filmie, wszystkie niuanse i smaczki. Ale zarys głównego problemu na szczęście na podstawie samego filmu da się skumać i w jakiś sposób przejmować losem bohaterów. Więc generalnie, w wielkim skrócie — Ukraina i Tatarzy skumani — baaaaaaaaad. Polacy — goooood. I trochę tak też myślał chyba reżyser, pokazując te dwie (a raczej trzy) nacje. Może nie poszedł w extreme i nie zrobił krystalicznie dobrych Polaków i ekstremalnie złych Ukraińców, ale jednak…

A przecież Ukraińcy to byli luzaki jak mało kto. Ja też chcę mieć taką fryzurę! No i jak się najebali to pili z nocników. I jak tu takich nie lubić? Może to autosugestia wynikająca z tego, że ludzi bardziej ciągnie do zła, ale jednak nawet aktorsko lepiej prezentuje się „obóz” Ukraińców. Bohdan Stupka jako Chmielnicki — wielka rola. Maciek Kozłowski jako Krzywonos — charyzmatyczny brutal. Daniel Olbrychski jako Tuhaj-bej — klasa sama w sobie. To aktor, który urodził się, by grać w tego typu filmach. No i absolutny majstersztyk — Aleksandr Domogarow jako Bohun. To był koleś z jajem! Scena jak rozdziabuje po kolei Kurcewiczów lub gdy objawia się już jako jeniec w ostatniej scenie — kapitalna sprawa. Nie wiem, jak zamiast Bohuna Kurcewiczówna mogła wybrać tego ciecia Żebrowskiego vel Skrzetuskiego.

No właśnie, a jeśli chodzi o dobrych (choć momentami ta dobroć jest jakaś licha) bohaterów… o Michale Żebrowskim wspomniałem — nie lubię. Koleś wcelował w filmy epickie, „duże”, w których się nie odnajduje. Najlepszy był jako Pan Tadeusz, gdzie za dużo nie mówił 😉 Izabella Scorupco jako Helena Kurcewiczówna — miło się patrzyło, ale też wrażenie jakby to nie był jej klimat. O wiele bardziej mi się w „GoldenEye” podobała 😀 Krzysztof Kowalewski jako Zagłoba, Wojciech Malajkat jako Rzędzian i Wiktor Zborowski jako Longinus dbają o humor w filmie i wychodzi im to całkiem poprawnie. Zbychu Zamachowski jako mały rycerz Wołodyjowski — nie mam porównania do wersji książkowej, nie wiem czy obsadzenie go w tej roli to pomyłka. Dla mnie zagrał dobrze. Gustaw Holoubek jako Kisiel to klasa — wystarczy że ten koleś mignie na ekranie, a już średnia artystyczna filmu wzrasta. Coby nie było, wymienienie każdej z tych osób świadczy o tym, że niezależnie co aktor z tym zrobi, sam Sienkiewicz już postarał się o to, by te postacie były Jakieś. A dochodzi jeszcze wiele niewymienionych. A najbardziej w polskich filmach podoba mi się to, że właściwie jest tu cała kasta aktorów polskich, zwłaszcza tych serialowych — i Joanna Brodzik, i „Złotopolscy”, i Ferdynand Kiepski z Boczkiem… brakuje tylko Rysia z „Klanu”. A nie, ten już ćwiczył w domu przed występem w „Panu Tadeuszu”, hehehe.

Muzyka? Krzesimir Dębski. Główny motyw to of kors „Hej sokoły”. Ale nie jest źle. No i to, co ważne w takich filmach, czyli tzw. aspekt bitewny. A raczej jego realizacja. Minęło 6 lat od premiery i stwierdzam — nie traci myszką. Jeszcze. Da się obejrzeć, a ba, nawet zachwycić. Oczywiście pamiętając o tym, że jest to film robiony w Polandzie, gdzie budżet na kulturę jest liczony w pierdyliardach.

Miło spędzone 3 godziny. A że są fanatycy (choćby mój stary), którzy oglądali ten film z 20 razy, to chyba można mówić o sukcesie Hoffmana, co nie.

Aaaa, no ale toć to DVD, więc luknijmy na dodatki. Niestety więcej można się tu naczytać niż naoglądać. Biografie twórców i aktorów — okej, to można przeczytać. Ale myślałem, że już materiał „z planu” to będzie jakiś film, a nie materiał tekstowy z wypowiedziami twórców. No ale do oglądania też coś jest. Teledysk „Dumka na dwa serca” naszych pop-herosów lokalnych — Mietka Szcześniaka i Edyty Górniak (w krótkich włosach, bueee). Kiedyś to był hicior. Choć numer nudnawy raczej, heh. No i tekst Jacusia Cygana, naszego nadwornego poety. No i zwiastun gry komputerowej „Ogniem i mieczem”. Nie wiem czy gra w ogóle powstała czy to dla picu, ale jeśli ktoś lubi klimaty real time strategy, to chyba powinien się tym zainteresować.

 

najlepszy moment: JAK MOGŁA WYBRAĆ TA GŁUPIA PIPA ŻEBROWSKIEGO??

ocena:  6,5/10