Straszny Film 3
reżyseria: David Zucker
DVD-owania ciąg dalszy. Teraz miałaby się pojawić tu relacja z koncertu Ja Rule’a w Warszawie, na który — jak wspominałem — udało mi się wygrać darmowy bilet. Ale żem chory, to nie pojechał. Do chuja. No ale nic to. Napiszę za to o filmie, który miałem wreszcie okazję obejrzeć. „Scary Movie 3”, w sensie „Straszny film 3”.
Fabuła? Jaka fabuła? No niech będzie. Dwa punkty zaczepienia — tajemnicza kaseta video, która powoduje, że każdy kto ją obejrzy ginie po 7 dniach. Drugi punkt: u pewnego farmera (w tej roli Charlie Sheen) na polu kukurydzy pojawiają się dziwne znaki. Obie te zagadki próbuje rozwiązać dziennikarka Cindy Campbell, czyli główna bohaterka poprzednich dwóch części cyklu.
Trzecia część o tyle różni się od poprzednich, że tym razem bracia Wayans nie brali udziału w projekcie, jedynie zdawkowo pomagali przy scenariuszu, który ponoć i tak na niewiele się zdał, gdyż na planie głównie improwizowano. Zamiast tego za kamerą stanął David Zucker. Czy coś wam to mówi? Taaaaak! „Czy leci z nami pilot?”, „Naga broń” itepe. Czyli zmiana jak najbardziej korzystna, gdyż akurat humor z kręgu Zuckerów i Abrahama uwielbiam. Styl od razu wyczuwalny. Czyli nawet najbardziej (a może zwłaszcza) absurdalne teksty mówimy śmiertelnie poważnie. A na dodatek przeważnie mamy w filmie Lesliego Nielsena. I tutaj nie mogło go zabraknąć. Rola nie byle jaka, bo samego prezydenta USA. Czyli jazda ekstremalna.
Oczywiście założenie filmu jest podobne do tych z części pierwszej i drugiej — czyli parodia. Tym razem na celowniku mamy takie arcydziełka jak „Znaki” i „The Ring”, ale też znalazły się odniesienia do „Innych”, a nawet do „Władcy Pierścieni”, „Matrixa” czy „8 mili”. Jako niedoszły Eminem, a jednocześnie brat farmera George, czyli niejaki Simon Rex. Ba, nawet pojawia się scena żywcem wzięta z „Czy leci z nami pilot?”. Powtórzę — jest ekstremalnie. Nie wiem czy jest sens porównywać do poprzednich części, gdyż mimo wszystko to trochę inny klimat, ale jedno jest pewne — David Zucker to godny następca Wayansów.
Inna zmiana jest taka, że jeszcze w filmach z tego cyklu nie mieliśmy tak gwiazdorskiej obsady. Oczywiście Leslie Nielsen jest najlepszy, ale… o Annie Faris jako Cindy Campbell wspominałem, oprócz niej jedyną bohaterką z poprzednich części cyklu jest pani murzynka Brenda. A poza tym w swego rodzaju intro, nawiązującym do początku „Krzyku”, występują dwie silikonowe sexbomby — Pamela Anderson i Jenny McCarthy. Jammi 🙂 Obecność Charliego Sheena powinna również ucieszyć fanów zuckerowych klimatów. Może to nie jest rola na miarę tej z „Hot Shots!”, ale jest dobrze. Na dodatek Denise Richards jako przecięta na pół żona.
Oraz w epizodziku Simon Cowell, czyli Kuba Wojewódzki amerykańskiego „Idola”, tyle że o wiele ostrzejszy.
A co najbardziej zwraca uwagę — jeszcze nigdy w tym cyklu nie mieliśmy takiego nagromadzenia amerykańskich gwiazd rapu. Bez kitu, wszyscy moi ukochani murzyni są. Klasyk amerykańskiego hiphopu, czyli Queen Latifah w roli żony Orfeusza. Choć ona to już na dobre zadomowiła się w branży filmowej. Poza tym Fat Joe w roli przeciwnika George’a. Ja Rule w roli ochroniarza Lesliego Nielsena (ech, wolałbym go zobaczyć na żywo 🙁 ). A w jednej scenie pojawia się cała śmietanka towarzyska — Method Man, Redman, Raekwon, U-God, RZA (czyli spora część klanu Wu-Tang) oraz Master P i Macy Gray. Nice!
Oczywiście na żartach z filmów się nie kończy. Chociaż jak już wspominałem, czasem jest ekstremalnie. Bo o ile jeszcze beka z Michaela Jacksona czy Indian może być tolerowana, to wydaje mi się, że nie każdy będzie się śmiał z Matki Teresy np… ich strata 🙂
Oczywiście DVD nie może się obyć bez dodatków. Jest materiał z planu. Bardzo konkretny. Choć na początku sprawia wrażenie kolejnego żartu, bo wszyscy mówią o jakiejś posępnej atmosferze na planie i kłótniach, to jednak potem już myślę z pełną powagą mówią o filmie. Są usunięte sceny. Sporo usuniętych scen. Czasem wcale nie gorszych. Alternatywne wersje przewidywały np. dłuższy pobyt na ekranie Redmana i spółki. Oraz bekę z takich produkcji jak „Matrix Reaktywacja” czy „Hulk”. Ale jak można wyczytać w wywiadzie z „Cinemy” z Zuckerem, lepiej śmiać się z filmów udanych niż nieudanych, więc dlatego też sceny te usunięto. Obecność zwiastuna kinowego to rzecz obowiązkowa. Zwiastun jest good.
Jedyne do czego w sumie można by się bardziej uczepić w tym filmie to fakt, że i na soundtracku nagromadziło się hiphopowe towarzystwo. Szkoda, gdyż wcześniej soundtracki do „Strasznych filmów” były bardziej rockowe.
najlepszy moment: RAPERSKA BZDURA 🙂
ocena: 7/10
