rageman.pl
Film

Odbicie

rok: 2021

reżyseria: Valentyn Vasyanovych

 

Wczorajszy Dzień Niepodległości Ukrainy to chyba dogodna okazja, by porozmawiać o jednym z bardziej wstrząsających, brutalnych filmów w programie Nowych Horyzontów. I być może jednym z pierwszych z nadchodzącej fali filmów o wojnie w Ukrainie. Zapewne nie będzie ta fala tak duża jak w przypadku wojny w Wietnamie, gdzie amerykańska Fabryka Snów była bezpośrednio zaangażowana, ale może to i lepiej – focus będzie większy na jakość niż ilość.

Ktoś być może zapyta czy nie za wcześnie. „Odbicie” stanowi nie mniej dosadne niż sama treść filmu przypomnienie, że ta wojna zaczęła się znacznie, znacznie wcześniej, a to co dzieje się przez ostatnie pół roku to eskalacja konfliktu – i niestety bez jej zakończenia na horyzoncie.

Wydarzenia przedstawione w „Odbiciu” mają miejsce w 2014 roku (przy czym warto podkreślić fakt, że film nakręcono jeszcze w 2020 roku). Główny bohater Serhij jest lekarzem wojskowym, do którego trafiają ofiary z frontu ukraińsko-rosyjskiego. Jesteśmy świadkami kiełkującego w nim poczucia winy, że zamiast pomagać aktywnie uczestnicząc w walkach, jego wsparcie kończy się wraz z zakończeniem pracy w szpitalu. Niewiele jednak po tym jak koniec końców chwyta za broń zostaje wzięty w niewolę. Jego umiejętności zawodowe przydają się Rosjanom, przez co uchodzi z życiem dłużej niż jego pobratymcy, których tortury i uśmiercanie musi obserwować.

Powyższy zarys fabuły obejmuje co najwyżej połowę filmu. I to jest dość istotna informacja – najbrutalniejsze sceny spokojnie mieszczą się w nie więcej niż kwadransie dzieła Vasyanovycha. To nie jest „Pasja” Gibsona, ani na moment nie jesteśmy nawet blisko granicy, za którą by reżyser perwersyjnie pokazywałby co bardziej wymyślne techniki tortur. Największa tortura dzieje się w głowie Serhija, który z tym co zobaczył i czego doświadczył będzie musiał żyć do końca swych dni. I na ukazaniu tego, jak próbuje na powrót złożyć siebie do ładu, pozwalającego mu normalnie funkcjonować w społeczeństwie i z samym sobą, polega „zadanie” tego filmu. To jest też jego najsmutniejszy przekaz – że być może z tak skrajnych doświadczeń zwyczajnie nie ma już powrotu.

Fabuła i przekaz to jedno, ale podstawową siłą filmu jest też jego aspekt wizualny. Reżyser zastosował tu genialny w swej prostocie patent – z drobnymi wyjątkami cały film to po prostu zbiór pojedynczych ujęć, zawsze w ten sam sposób szeroko kadrowanych. Udało się dzięki temu uzyskać efekt całkowicie bezstronnego obserwatora. I chyba jest to najlepsze rozwiązanie, jeśli nie jedyne słuszne – bo w tym wypadku nawet nie ma jakiejkolwiek potrzeby zajmowania stanowiska przez reżysera wobec swoich postaci i tego co się wokół nich dzieje. Wbrew temu co skończony frajer z watykanu sugeruje, linia między dobrem i złem jest w tej wojnie bardzo jasno zarysowana.

Czy ten film stanie się klasykiem szeroko rozumianych filmów wojennych? Prawdopodobnie nie. Co nie zmienia faktu, że będąc nacją bardzo bezpośrednio zaangażowaną w tę wojnę, dobrze abyśmy lepiej ją zrozumieli dzięki takim filmom. Przydałoby się mocno ostudzić te głowy z prawej strony, według których uciekinierzy z Ukrainy przyjeżdżają do nas na wakacje.

 

najlepszy moment: –

ocena: 8,25/10

Leave a Reply