rageman.pl
Muzyka

Neuronia – Insanity Relapse

rok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

Jakie to życie przewrotne bywa. Jeszcze jakieś pół dekady temu w krainie metalem pokrytej czułem się co najmniej jak pan na włościach. „Podaj mi piwo, kobieto, a ty grajku jakiś dobrze żrący riff!”. Dziś wkraczając w rejony ciężkogitarowe czuję się mniej więcej tak, jakbym na spotkanie Ku Klux Klanu przyszedł przebrany za Martin Luther Kinga. Ciężko coś mi poczuć się komfortowo w towarzystwie tych wszystkich smoków i wojowników…

Ok, przesadziłem – akurat nasza rodzima Neuronia nic wspólnego z tematyką poruszaną przez Dio czy Manowar nie ma. Tyle plusów. A minusy… Kurczę, nie chcę tu jakiejś tyrady i wylewania żali uskuteczniać. Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnią metalową płytę przesłuchałem chyba jakoś w poprzedniej dekadzie jeszcze, komentując granie Neuronii byłbym równie kuriozalny co bezdzietna Pawłowicz wypowiadająca się o jałowości związków homoseksualnych. Ale nie ma co się szczypać – w tych czterech utworach z „Insanity Relapse” nie ma nic, co ponownie kazałoby mi przeprosić się z metalem. Doceniam biegłość instrumentalną (liczne solówki), progresywne kombinacje (najambitniejszy „3:33” z w miarę intrygującą solówką) czy melodeathmetalowe zapędy (In Flames nieśmiało się kłania, choć np. „Alone In The Dark” kojarzy mi się bardziej z metalcore’owymi wynalazkami). Być może przy lepszym wokaliście (techniczne bez zarzutu – jeno kwestia charyzmy, subiektywnie zresztą pojmowanej) dałoby się z tej warstwy instrumentalnej materiału wyciągnąć więcej. A tak mamy kwadrans ze ścieżką dźwiękową idealną pod gimnastykę głowy i szyi, zwaną potocznie „headbangingiem”. Hej, a może dokładnie o to chodziło autorom? Jeśli tak – szczerze gratuluję. Jak zamiary były ambitniejsze to przepraszam, nie dostrzegłem.

 

najlepszy moment: 3:33

ocena: 6,5/10

Leave a Reply