Myles Smith
kto: Myles Smith
Koncerty stadionowe czy w klubach? Oczywiście obie „szkoły” mają swoich zwolenników, a nawet i hejterów. Ale ja bym lekko zmodyfikował to pytanie: lepsze koncerty wykonawców o ugruntowanej pozycji czy dopiero rozpoczynających karierę?
Doskonale pamiętam czasy, kiedy na supporty się nie chodziło, zwłaszcza polskie. Bo po co, bo szkoda czasu, bo lepiej obalić kolejnego browara przed klubem lub w plenerze, jeśli koncert na dużym obiekcie. Nie było takich eventów jak showcase’y. Cały festiwal wykonawców grających dla max. 1o osób? No dajcie spokój. Ale na szczęście to się zmieniło i wydaje mnie się, że głównie to zasługa, hm, hipsterów (czy ktoś jeszcze tego słowa używa?), którzy za główny punkt honoru obrali sobie słuchanie muzyki której nikt nie zna. I dotyczy to nie tylko niszowej muzyki, ale także wykonawców o bardziej mainstreamowym brzmieniu – tyle że takich których nikt nie odkrył. Kluczowe słowo: jeszcze.
Dlaczego o tym piszę? Bo nawet jeśli uwzględnić fakt, że pojemność Hybryd jest stosunkowo niewielka, to i tak widzieć dziesiątki osób na koncercie chłopaka, który pierwszy singiel opublikował niewiele ponad rok temu, a pierwszy przebój – mniej niż miesiąc temu (przy czym sprawa wciąż jest rozwojowa, jako że „Stargazing” o którym mowa zdobywa kolejne szczeble popularności) naprawdę przywraca wiarę w to, że może jeszcze muzyka (a zwłaszcza ta grana na żywo) nie przegrała z innymi rozrywkami jak sport czy Netflix. Że ludziom zależy nie tylko na koncertach na których usłyszą największe przeboje (pozdrawiamy fanów Dawida P. i Depeche M.), ale też na takich na których odkryją wykonawcę, dając mu pewien kredyt zaufania.
I powiem tak – nie wiem czy Myles Smith zrobi wielką karierę. Za dużo rzeczy może pójść nie tak, zarówno po jego jak i po stronie tak zwanego rynku. Ale wiem jedno, że na pewno ma papiery na granie może nie po Narodowych, ale już po Torwarach – czemu nie.
Zacznę od końca, bo nie dotyczy to stricte muzyki, ale jednak jest dość istotnym aspektem w drodze na szczyt. Otóż tego chłopaka trudno nie lubić. Miałem okazję porozmawiać z nim f2f przed koncertem i o ile już wtedy odebrałem go mocno pozytywnie, to pomyślałem że może nie ma co wyciągać zbyt daleko idących wniosków z kurtuazyjnego small talku na linii artysta – pracownik wydawcy. Ale potem przyszedł sam koncert i tylko utwierdził mnie we wcześniejszym wrażeniu. Być może to siła autosugestii, ale nie bez znaczenia jest tu jego brytyjskie pochodzenie – to jest po prostu vibe kolesia, z którym chcesz uderzyć w puby, szczególnie w te, gdzie mają gitary i karaoke. I najlepiej jakby dołączył George Ezra. I niekoniecznie James Arthur.
Oczywiście ma to przełożenie na świetny kontakt z publiką. Co jest o tyle ważne, że mówimy o muzyce z dość ograniczonej formuły „chłopak z gitarą”. Ok, gwoli ścisłości – z dodatkową sekcją rytmiczną. Niemniej, jeśli ty sam nie przykujesz uwagi na tę przynajmniej jedną godzinę, to raczej masz game over. Myles Smith przykuwa. Wie ile da się wycisnąć z tej formuły. Czego nie dogra, to dopowie. A jeśli tego będzie za mało, to wykona piosenkę wśród publiczności. Albo nawet i zagra wcześniej wykonany utwór drugi raz, tyle że poprosi by dla większego wrażenia nie nagrywać telefonem, by skupić się na chwili.
Ale teraz rzecz najważniejsza – chłopak ma piosenki. O „Stargazing” wspominałem i jeśli miałbym postawić jakieś pieniądze, to to może być rzecz na poziomie popularności „Shotgun” Ezry. Ale wydaje mi się, że ci którzy zostaną ze Smithem na lata, na piedestale będą stawiać przede wszystkim „Solo”. Czasem wystarczy TA melodia, najlepiej oplatająca tekst który łamie serce i od razu je skleja – i to jest właśnie ten przypadek. Jeśli jesteś debiutantem przed długograjem i już na tym etapie masz na tyle mocny repertuar, by nie musieć się podpierać cudzesami, to znaczy że robisz to dobrze. Chociaż ten „Sweater Weather” The Neighbourhood całkiem ładny w jego wykonaniu – no i też nie bez znaczenia jest kontekst historyczny, wszak to tym coverem oficjalnie rozpoczął karierę.
Jeśli wróci dość szybko do Polski, to nie przegapcie. Bo potem mogą być Torwary, gdzie z biletami nie będzie tak łatwo.
najlepszy moment: SOLO
ocena: 7,5/10
