rageman.pl
Muzyka

Microexpressions – Deep Snow EP

artworks-000033588878-oib2je-t500x500rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz album

 

Oczywizm: nazwa bardzo szeroko pojętego produktu/usługi to bardzo, bardzo ważna rzecz. W pierwszym kontakcie wręcz najważniejsza, bardziej niż obcięte paznokcie u kolesia na pierwszej randce czy zasady wyciągania ręki na powitanie podczas spotkania biznesowego. Zła nazwa może nie tylko nie zachęcić, co wręcz zrazić i rzutować na cały późniejszy odbiór, niezależnie od jakości i wartości kryjącego się pod tą nazwą zjawiska. Dotyczy to także świata kultury. Czy gdyby film „Obywatel Kane” nazwano inaczej, np. „Niesamowite Przygody Pana Kane’a”, to cieszyłby się takim samym poważaniem i legendą? I z drugiej strony – choćbym nie wiem jak sympatyzował z chłopakami (i ich twórczością) z Kabanosa, zawsze czułem lekkie zażenowanie, kiedy mówiłem o organizowaniu ich koncertu osobom nie mającym z ich nazwą wcześniej do czynienia (czyli całkiem spore grono). Inna sprawa, że to co dla jednego może być beznadziejną nazwą, dla innego będzie trafieniem w sam środek tarczy i uchwycenie całej istoty.

Czemu o tym piszę? Ano dlatego, aby w jakiś sposób wytłumaczyć się z tego, dlaczego dopiero teraz odkrywam muzykę pochodzących (aktualnie to projekt solowy) z Jeleniej Góry Microexpressions. Nie wiadomo czemu ubzdurało mi się, że zespół z taką nazwą musi grać jakąś minimalistyczną elektronikę, którą zrozumieją wprawieni w bojach fanatycy gatunku. Nie aby było zgoła odwrotnie – garażu tu nie ma, wtedy-jeszcze-zespół w pełni korzysta na swej EPce z nowinek, jakie dał muzyce postęp technologiczny. Przede wszystkim jednak słychać tu, nomen omen, ekspresję godną największych indie rockowych (w sensie TRU PAGAN INDIE, a nie rurki z NME) tuzów. Powiedzmy, że w wersji makro.

Pięć utworów, zatem nic nie szkodzi, by omówić każdy z nich, starając się jednocześnie wyciągnąć jakieś bardziej ogólne wnioski. „Zespół” na swej stronie oferuje tylko tę EPkę oraz późniejszą „Lie In Wait” (o której jutro), pomijając twórczość wcześniejszą, podobno bardziej post rockową. Wypada więc nie odnosić się do tamtejszych dokonań, ograniczając wątek do tego, że „Brief Exposure” może zaczynać się tak, jak kończyła się s/t EPka z 2009 roku. Czyli jednym wielkim climaxem, będącym jednocześnie piosenką na własnych prawach. No i znacznie (I mean ZNACZNIE) ciekawiej zaaranżowaną niż wytwór pierwszego lepszego Explosions In The Sky-wannabe. Odrobinę spokojniejszy „Great Haze” pozostaje w aranżacyjno-stylistycznym obrębie poprzednika, ale już track tytułowy spuszcza wszelkie rockowe środki wyrazu w kiblu, zostawiając elektroniczną esencję, przez co brzmi jak chilloutowy remix bardziej udany od oryginału. No i następuje „Festival”. Nie wiem skąd ta nazwa, ale ta akurat mi tu w pełni pasuje – gdyby jeszcze bardziej podkręcono wskaźnik przebojowości, to moglibyśmy tu mieć hymn Open’era. Wiecie, trawa, słońce, przyjaciele, pierdyliard opasek na łapach z wszystkich letnich festiwali ostatniego dziesięciolecia. Tutaj też najlepiej słychać, co mogło urzec Borysa Dejnarowicza, aby zaprosić Michała Stambulskiego z Microexpressions do swego nowego projektu Manhattan. I nie chodzi tu o jakiś czesrwty namechecking ułatwiający opis muzyki, jeno o odnotowanie bardzo zbliżonego myślenia o muzyce obu panów. Bo rzeczywiście „Festival” brzmi jak brakujące ogniwo między s/t The Car Is On Fire i „Lake & Flames”.  Nawet wokale dość zbliżony, choć umówmy się, że nie jest to wielkie osiągnięcie. Ale do tej muzyki takie falsetowo-młodzieńcze przyśpiewki mega pasują.

Kończymy ponad siedmiominutowym (a jednak post-rock! a nie, jednak nie do końca) „Hyperspace” z obłędną, cudowną kodą. I chociaż chciałoby się, by przy takiej wielofakturowości – godnej może jeszcze nie Radiohead, ale już TV On The Radio raczej tak – melodie i hooki mogłyby być jeszcze bardziej wyraziste, to i tak jesteśmy tu świadkami czegoś całkiem sporego, w skali nie tylko polskiej. Po linii brytyjskich periodyków rzuciłbym hasłem „Next Big Thing”, tyle że tu jest Polska, tu ostatnią dużą rzeczą jest Coma. Nie chciałbym krzywdzić „Mikrosów” mianem następców Roguca i spółki.

 

najlepszy moment: FESTIVAL

ocena: 7,5/10 (bo to przecież tylko EPka, a ja konserwatywny chłopak jestem; „takie z Was kozaki? To pokażcie co potraficie NA LONGPLEJU!”)

Leave a Reply