rageman.pl
Muzyka

Mercury Rev – Strange Attractor

rok wydania: 2008

wydawca: DIY

album do pobrania stad

 

dzis o klasycznym zespole, choc o malo klasycznym albumie.

bo z tego co zauwazylem to niespecjalnie byl naglosniony fakt, ze nowojorczycy z Mercury Rev z okazji premiery ostatniego swego albumu – „Snowflake Midnight” – udostepnili jednoczesnie po pobrania z ich website’u za free drugi album. blad, bo to kawal kapitalnej muzyki.

glowna cecha tego albumu jest to, ze jest on w pelni instrumentalny. nie smiem uzyc slowa „zaleta”, bo moglbym przez to zarobic kiedys kose w brzuch od zwolenniczakow Jonathana Donahue, ale fakt jest taki, ze jest to dosc intrygujacy aspekt calosci. przez taka forme jeszcze blizej im do soundtrackowosci, ktora i tak intensywnie bila z poprzednich materialow. soundtrackowosc ta bynajmniej nie ma nic wspolnego z hollywoodzkim tapeciarstwem, choc akurat to wydaje sie byc rzecza oczywista – sciezki dzwiekowe tworzone przez wykonawcow bardzo szeroko pojetej muzyki rozrywkowej maja to do siebie, ze zupelnie obce sa im „reguly soundtrackowej gry”.

inna sprawa, ze „Strange Attractor” formalnie zadnym soundtrackiem nie jest, wiec brak tu tez jakichkolwiek tematow, motywow przewodnich. a jednak trudno opedzic sie od obrazow w glowie przy odsluchu tego materialu. trudno nie miec obrazow, trudno nie odplynac, trudno sie nie zakochac. a juz calkowicie niemozliwe, a moze nawet bezsensowne wydaje sie rozkladanie tego materialu na czynniki pierwsze. choc niektorzy przebakuja cos o tym, ze coraz wiecej elektroniki u Mercury Rev, co juz slyszalne bylo na „Snowflake Midgnight”. ale czy to wazne? mowimy o zespole, ktory tak jak ich ziomki z Flaming Lips graja w swojej wlasnej kategorii gatunkowej, wiec nawet gdyby nagrali plyte przepelniona perkusyjnymi blastami trudno byloby mowic o zaskoczeniu – w przypadku MR zaskoczenie jest niejako wpisane w istote tego zespolu, w fundament percepcji ich muzyki. na tej plycie akurat blastow nie ma, wrecz wyzbyta jest ona w calosci z rytmiki. i dobrze, niepotrzebnie sprowadzaloby to na ziemie (chociaz w „Love Is Pure” jest taki fragment z takim pieprznieciem, ze az milo lechce w rockizmowe sentymenty).

nie sciemniam ze jestem jakims ekspertem od Mercury Rev, ciezko oceniac mi ten album w kontekscie calej dyskografii. ale na tyle ile znam ten zespol wiem jedno – kolejny raz udalo im sie nie zejsc ponizej pewnego poziomu. switenego poziomu.

 

najlepszy moment: NOCTURNE FOR NORWOOD

ocena: 8/10

Leave a Reply