Marcus Miller – The Sun Don’t Lie
rok wydania: 1993
wydawca: Dreyfus Jazz
dobra, wciaz o basistach bedzie.
wiec Clarke’a omowilismy, teraz zajmiemy sie drugim panem ze skladu SMV – Marcus Miller. od wielu lat na scenie, z multum plyt na koncie (zarowno solowych, jak i sidemanskich), choc chyba jednak kojarzony glownie ze wzgledu na wspolprace z Milesem Davisem. podobnie zreszta jak kazdy muzyk, ktory na swej drodze artystycznej zetknal sie z tym Geniuszem Jazzu.
zreszta, Davis ma z tym albumem znacznie wiecej wspolnego niz tylko osoba Millera. jemu jest w calosci dedykowana ta plyta, wydana 2 lata po jego smierci. zamykajacy calosc utwor nosi wiele mowiaca nazwe „King Is Gone (For Miles)”. i co najwazniejsze – samego Mistrza takze slychac na plycie. nie wiem jakim cudem, ale tej trabki w „Rampage” nie mozna pomylic z nikim innym. jakby sensacyjnosci udzialu Davisa bylo malo, w tym samym tracku pogrywaja (poza Millerem oczywiscie) Vernon Reid i Will Caoulhon, gitarzysta i perkman Livin Colour. i i po raz kolejn potwiedza sie, ze jak wujek Reid trzasnie riffem, to – przepraszam za kolokwializm – nie ma chuja we wsi. no a poza tym… Miller/Reid/Calhoun/Davis – KUMACIE TEN ZESTAW PERSONALNY?
dodac trza jednak, ze nie tylko Davis sprawuje patronat duchowy nad albumem. otoz Miller wzial na warsztat kapitalny „Teen Town” z repertuaru rowniez juz niezyjacego Jaco Pastoriusa, a dodatkowo sliczna miniaturke bassowa zatytulowal nie inaczej jak „Mr Pastorius”. ci, ktorzy swego czasu krytykowali MM za zrzynanie z legendarnego Jaco moga potraktowac to jako potwierdzenie slusznosci swych zarzutow. normalni sluchacze klekna przed tym, co Miller zrobil z „Teen Town”.
a reszta kawalkow? jazz fusionowe, przepyszne pod wzgledem aranzacyjnym (pierdyliard muzykantow, by wymienic tylko Wayne Shortera, Tony Williamsa i Lenny’ego White’a) granie, momentami popadajace w jazz rock (poza „Rampage” takze „Teen Town”). i co wazne – z iloscia popowych wrecz hookow znacznie ponad srednia jazz-albumow. poza wczesniej wymienionymi trackami w tym kontekscie wyroznia sie przede wszystkim „Panther”, „Juju” i „Funny (All She Needs Is Love)”. najfajniej zreszta wypada to Millerowe granie w dynamiczniejszych, osadzonych na wyrazistszym beacie kawalkach. spokojniejsze kawalki ciut zamulaja (chlubny wyjatek – „King Is Gone”).
klasyk to moze nie jest, ale znac warto – nawet jak sie fanem jazzu nie jest.
najlepszy moment: RAMPAGE
ocena: 8/10