Marcus Collins – For the Culture
rok: 2023
autor: Marcus Collins
A dziś to już zupełnie nietypowo będzie. Bo nie będzie ani o muzyce, ani o filmie, nawet nie o sporcie. Będzie za to o… biznesie.
Ale też nie do końca. Wszak mówimy tu o książce człowieka, który wśród licznych dokonań na polu marketingu ma np. współpracę z Beyonce czy stworzenie festiwalu Made In America, jak najbardziej muzycznego, kurowanego przez Męża Bey. Tak się zresztą złożyło że książkę otrzymałem w 2023 roku podczas nowojorskiego eventu Tidala, czyli platformy której udziałowcem jest Jay-Z. Wszystko więc zostaje w rodzinie.
Czy książka jest dobra? W przypadku książek tego typu raczej zawsze zależy od tego, na ile bliski jest ci temat. Dla mnie jako osoby siedzącej w marketingu już od dwóch dekad, była to pozycja która, że tak ujmę, kilka supłów w głowie rozplątała. Nie aby od razu jakiś gamechanger – bo dla każdego marketera raczej oczywistym jest, że to co wyróżnia najpotężniejsze marki na świecie to to, że nie mają one klientów – mają wyznawców. I to tym głównie jest ta książka – o tym, jak firmy takie jak Nike, Apple czy Coca-Cola głoszą swą Ewangelię.
Nomenklatura religijna nie znalazła się tu przypadkiem. Całość dość mocno przesiąknięta jest osobowością Collinsa i jego doświadczeniami. Dlatego nie tylko jest tu sporo Boga, ale też ruchu Black Lives Matter i ogólnie o systemowym rasizmie w Stanach. Nie zabrakło też subtelnej, ale jednak krytyki Trumpa i całego ruchu MAGA (który, jakby nie patrzeć, też można rozpatrywać jako brand). Książka ujrzała światło dzienne w 2023 roku, więc Collins pisze tu o byłym prezydencie, jak o koszmarze słusznie minionym. Gdyby wtedy wiedział…
Czy te wycieczki personalne są wadą? Bynajmniej, wręcz uważam że to one stanowią w największym stopniu o wartości „For the Culture”. Przyznam szczerze że nawet z mojej perspektywy, człowieka który mega lubi to co robi, momentami włącza się tu, pardon my French, marketingowe pierdololo. Książka nie jest obszerna, raptem 250 stron, ale spokojnie można by niektóre rozdziały odchudzić. Dlatego dla mnie najciekawsze są właśnie te momenty, kiedy Collins filtruje marketingową wiedzę przez własne doświadczenia. Kapitalne są zawarte tu case study – facet pracował przy kampaniach dla największych graczy, poza wspomnianymi wcześniej np. dla McDonalds’a. Czy wiecie, że kluczowym parametrem przy „celebryckich zestawach”, na których pomysł wpadła agencja Collinsa, było to, by nie zawierały one ani jednego składnika, którego nie można by znaleźć w „normalnych” potrawach tej restauracji? Bo taka właśnie była idea tych zestawów – by pokazać, że składając zamówienie w McD wszyscy są równi i każdy ma jakieś specyficzne „requesty” żywieniowe – więcej ogórka, brak lodu w Coli itd. Takich, nomen omen, smaczków jest tu zresztą znacznie więcej.
Ale nawet kogoś, kogo marketing zupełnie nie obchodzi, mogą zainteresować wątki muzyczne. Nie tylko te związane z Carterami – Collins wywodzi się ze świata hiphopu, którego potencjał reklamodawcy wykryli dosyć wcześnie. O czym też jest mowa, np. o pionierskich kampaniach Sprite’a w latach 90tych.
Dla „insiderów” solidne 8,5/10, ale i osoby odporne na marketingowe czarymary powinny znaleźć tu coś dla siebie.
najlepszy moment: pamiętacie WASSUP? o nim też tu jest
ocena: 8,5/10