Łona I Webber – Absurd I Nonsens
wydawca: Asfalt
hip hooooooooooop!
dzis pomowimy o trzeciej plycie kolesia, co sie Łona nazywa. lona pochodzi ze szczecina, podobnie jak Guru ma swego podkladowca w postaci Webbera, a debiutujac w 2001 roku „Koncem zartow” od razu sie wbil do czolowki najlepszych raperow w Polsce. gdzie „najlepszy” uwzglednia nie tylko flow i technike, ale takze przekaz. i o ile poprzednimi dwoma krazkami udalo mu sie jako-tako nawet zaistniec poza hermetycznym srodowiskiem polskiego HH (gdzie – pomimo szacunku – nie jest specjalnie ficzuringowo rozchwytywanym raperem), tak „Absurdem i Nonsensem” wrecz wywolal dyskusje narodowa. no dobra, moze przesadzam. ale ta plyta naprawde jest wazna dla polskiej muzyki.
omowmy najpierw calosc od strony technicznej. czyli przede wszystkim coraz lepsze podklady Webbera. wciaz mocno melancholijne, wciaz malo przebojowe (najwyrazistszy hook slychac w „Łonsonie i Łebsztyku”, tyle ze zapozyczony on chyba, tak?), ale coraz bogatsze, coraz „zywsze”. tu flecik, tak kapitalne klawisze, jakies zywsze tempo („Martwisz mnie”), samplowanie coraz dyskretniejsze. inna sprawa, ze te 13 numerow (z czego jeden to remix) miesci sie w skandalicznie krotkim formacie 38 minut. niektore 2minutowki brzmia bardziej jak szkice niz normalne utwory. z drugiej strony – nie ma przesytu. ktory zawsze jest gorszy od niedosytu.
ale prawdziwym bohaterem tej plyty jest Łona. a wlasciwie jego metamorfoza. o coraz lepszym plynieciu po bicie czy innych technicznych aspektach jego roboty nie ma co nawet wspominac. rozwoj, zwlaszcza w przypadku tak lebskiego kolesia, jest czyms oczywistym, a poza tym od zawsze chlopak sie pod tym wzgledem wyroznial. ale wyroznialo go tez wyjatkowo sarkastyczne i ironiczne, wrecz zartobliwe traktowanie rzeczywistosci. i przesada byloby stwierdzenie, ze tego humoru tu nie ma, ze to ponura plyta – wystarczy posluchac genialnej opowiastki o podrozy pociagiem w „Gdansk-Szczecin” (a czy wspominalismy tez, ze koles ma jeden z najlepszych storytellingow w kraju?) czy „diss” na Gadu Gadu w „Ą,Ę” (myslalem nawet, by z szacunku te notke napisac wyjatkowo z wykorzystaniem poslkich liter, hehehe). ale raz – nawet te teoretycznie lzejsze piosenki przesiakniete sa dawka goryczy niespotykana raczej na poprzednich albumach, godna lirykow Afro Kolektywu (nic dziwnego, ze Afrojax pojawil sie na limitowanej edycji „Absurdu…”). a dwa – wiecej tu jednak stricte powaznych piosenek. a momentmai nawet hmmm politykujacych.
no ale spojrzmy na okres powstania tego albumu. 2006, rok koalicji PIS, LPR i Samoobrony, rok najwiekszej paranoi, jaka osiagnela nasza polityka. rok, w ktorym zycie stalo sie nieznosne jak rzadko wczesniej w III RP. zwlaszcza dla mlodych ludzi, tez tych zajmujacych sie szeroko pojeta Sztuka. i sporo artystow naszych wyrazalo frustracje cala sytuacja w swej tworczosci. rowniez hiphopowcy. ale Łona moim zdaniem zrobil to po prostu najlepiej. zwyciezyl przede wszystkim brakiem lopatologii, rzucania poustymi frazesami, na czym np polegl Duze P nagrywajac z Masala. owszem, tutaj tez padaja nazwiska. tyle ze osadzone w kapitalnych kontekstach. no i jednak wiecej tu jednak metaforycznego ujecia tematu. z mym ulubionym „jednojajowym szeryfem” na czele.
drugim silnym plusem wydawnictwa jest znacznie szersze potraktowanie tematu. tu nie ma tylko polskiej polityki. jest takze chocby polityka zagraniczna (swietny „Panie Mahmudzie”, posrednio takze przewrotny 'Martwisz mnie”). najwazniejsze jest jednak to, ze tu nawet nie mozna mowic o spojrzeniu na polityke z perspektywy zwyklego obywatela. tutaj mowi sie przede wszystkim o zwyklych obywatelach, o skutkach jakie wywolala ta polityka na spoleczenstwo. i moze przesada byloby obwiniac politykow o banal rozmow na gg, absurdy w polskim hiphopie („Promomix”) czy paranoje regul rzadzacych swiatem konsumpcji („Hipermarket”), to jednak watpliwosci nie ma – ta plyta mogla powstac tylko w tym czasie. chociaz trudno tez powiedziec, by specjalnie wiele rzeczy od tego czasu znormalnialo.
nie chce szafowac specjalnie wysokimi ocenami. ale fakt jest taki, ze to jedna z najlepszych i najwazniejszych plyt hiphopowych ostatnich lat, a moze i w polskiej muzyce w ogole. zapewne niektorzy ocenia ja tym wyzej, gdy uwzglednia kotekst pt „polski hiphop”. ale ej, tylko chyba juz ignoranci sprowadzaja polski rap do blokowisk, dresiarni, dilerki i zlotych zebow. prawda?
najlepszy moment: MARTWISZ MNIE
ocena: 8/10
