Linkin Park – Reanimation
rok wydania: 2002
wydawca: Machine Shop
grzebania w muzycznym szambie ciag dalszy, hieh.
linkin park. czy chcecie tego czy nie – to bardzo ciekawy zespol. MOMENT, zanim przestaniecie czytac, dajcie mi wytlumaczyc w czym rzecz. otoz jako ekhm marketingowiec z zawodu uwazam, ze linkin park to genialny produkt. i jako biznesmenow zajebiscie szanuje. wprawdzie uwazam, ze marketingiem w kapeli powinien zajmowac sie menago, ale skoro w LP taka smykalke do biznesu maja sami muzycy, to czemuby ich akurat nie docenic. swietnie to sobie obmyslili. najpopularniejszy gatunek muzyczny na przelomie wiekow? numetal. gramy numetal. najpopularniejszy zespol tego okresu? limp bizkit. no to prosze – wezmy podobna nazwe, by sie kojarzyla i dzieki temu nasz debiut bedzie na polce lezez blisko dokonan zalogi dursta. wyeliminujmy „slabe punkty” w postaci niecenzuralnych tekstow czy pojebanych zagrywek gitarzysty. niech refreny beda tak melodyjne jak tylko sie da, a aranzacje na tyle schematyczne, by radio nie zglaszalo sprzeciwo. bialym rap-dzieciakom dostarczajmy „hiphopowe” zwrotki co kawalek. nie szkodzi ze zapodaje je koles o zerowej charyzmie. rockersi zas niech doznaja przy wrzaskach naszego spiewaka Chestera (chester… prawie jak „przester”! rock on!). a ze zarowno hiphopowcy, jak i rockersi, jak i zreszta wszyscy ludzie na swiecie w wieku od lat 5 do 105 lubia przede wszystkich ladne melodie, to skoro songwriting mamy zerowy, to moze przynajmniej niech czester ladnie zaspiewa, a noz wymysli jakas obiektywnie-dobra linie melodyczna. aha, poniewaz numetalu sluchaja raczej nastolatki, to dostarczmy im tekstow, z ktorymi beda mogli sie identyfikowac. laska dala kosza (badz bardziej prawdopodobne – w ogole mnie nie zauwaza), koledzy to chuje a rodzice NIE ROZUMIĄ i zalozyli kontrole rodzicielska na kompa. kurde, nawet fani fantastyki i komputerowych efektow specjalnych moga jarac sie linkin parkiem, ogladajac ich klipy (wezmy np chocby singiel promujacy „Reanimation” – „pts.OF.athrty” z final-fantasy-like walka robotow – gowno solidne jak pancerze tychze robotow). nie ma co – target ustrzelony GENIALNIE. fakt.
okej, sporo jest muzykow ze smykalna do biznesu. swietej pamieci michael jackson najlepszym przykladem, ale tez madonna czy david bowie. okej, tylko ze tych wykonawcow bronia dokonania artystyczne. przelamywanie barier w tychze. pierdole, innowacje nawet. linkin park, pod tym wzgledem, to jeden wielki recycling. fabryka o nazwie linkin park ruszyla w tym samym momencie co linkin park-zespol muzyczny. biznesplan okreslony co do sekundy, od blisko 9 lat. pewnie, mozna czuc w jakims stopniu podziw, ze udaje im sie juz tyle czasu prowadzic te fabryke, wciaz na najwyzszych obrotach. przypuszczam ze dopiero gdy zacznie sie zblizac koniec swiata i przestana pojawiac sie nowe pokolenia (zakladajac, ze end-of-the-world bedzie podobny do tego z „Ludzkich dzieci”) linkin park straci na popularnosci.
to co cechuje kazda Dobra Firme, to umiejetnosc sprzedania tego samego produktu kilka, kilkanascie, kilkadziesiat razy, zmieniajac tylko opakowanie. nie inaczej jest z linkin park. pomyslow na piosenki starczylo na trzy albumy (teoretycznie, bo praktycznie to, jak to z debiutantami, goodshitowe fragmenty wylapac da sie tylko na „hybrid theory”), wiec zalewamy rynek pierdyliardem innych gadzetow, aby biznes sie krecil, a klienci o nas nie zapomnieli. album z remixami. koncertowka. album mash-up/remix. druga koncertowka. dvd. wiecej slucha nas rap-dzieciakow, wiec niech nasz raperzyna na boku poudaje znow, ze umie rymowac. zaraz, a uruchomilismy juz linie kubeczkow z naszymi facjatami?
dlaczego wiec wyrozniam „Reanimation”, ba, nawet uznajac, ze to najlepsza plyta z obozu Linkin Park? proste – bo slychac tutaj tego linkin parka najmniej! poza tym, co sie okazuje – kiedy pozbawic ich piosenek tego obrzydliwego schematu kompozytorskiego i wysuplac jedyny w miare sensowny element ich muzyki, czyli wokale Przestera… Czepstera… tfu, Czestera, to okazuje sie, ze da sie tego sluchac, czasem nawet z guilty-przyjemnoscia! pomaga w tym fakt, ze sa tu wylacznie przerobki trackow z debiutu, na ktorym, jak juz wspomnielismy, udalo im (czesterowi?) sie ustrzelic pare nie-strzelajcie-naprawde-mi-sie-podoba! melodii. najlepszy przyklad – „My december” (bede pisal wg pisowni oryginalnych wersji, bo remixy zostaly opatrzone jakimis literkowo-cyferkowa zbitka; coz za cios w medialny estabilishment!!). nie ma pierdzacych gitar ani drzenia geby wokalisty. efekciki, pianinko, *gulp* ladny wokal czestera wspomagany w refrenie przez cudna kelli ali (ex-sneaker pimps). postawili na przewoz i bardzo dobrze na tym wyszli.
a skoro jestesmy przy gosciach i remixerach. nie wiem czy to kwestia braku wiekszego budzetu przeznaczonego na ten album. byc moze, jak sie okazuje, panowie z LP maja uszy (przynajmniej jesli chodzi o ocene dokonan innych). ale faktem jest, ze calkiem ciekawie sie prezentuje lista obecnosci tutaj. nazwiska mozna podzielic na dwie grupy – numetalowcow i hiphopowcow. tych pierwszych reprezentuja m.in. stephen carpenter z deftones, jego imiennik z taproot, jay gordon z orgy, aaron lewis z omawianego wczoraj stainda (btw – naprawde uwielbiam parte skrzypiec w remixie „crawling”) czy jonathan davis z korna. niby jesli chodzi o te grupe, to mozna mowic o pierwszej lidze. ale nas interesuje bardziej druga grupa. ktora komercyjnie to zdecydowanie zaplecze extraklasy, ale jesli chodzi o aspekt artystyczny to jest juz potezniej. wymienmy zespoly, ktorych czlonkowie sie tu udzielaja: dilated peoples, jurrasic 5, the roots, cali agents, x-ecutioners. slabo? moze dostali w chuj kasy i trudno bylo im odmowic, ale fuszerki nie odwalaja. choc okej, historycznych zwrotek tez nie ma.
puenta bedzie z dupy, ale przypomniala mi sie jakos tak: kiedys mialem znajomego. nie powiem ze metala, bo to zbyt ograniczajace okreslenie. ale fakt faktem, ze stawial ten gatunek najwyzej w swej hierarchii muzycznej. tyle ze mowimy w tym momencie nie o blind guardian czy iron maiden, a o meshuggah, cult of luna, dillinger escape plan. z innych dziedzin kumajacy depeche mode czy the beatles. wiec respekt. a tu nagle w trakcie jednej z dysput pojawia sie motyw – „linkin park jest zajebisty”. ciagnac dalej cytatami: instrumentalisci zajebisci, technika, swietny zmysl melodyczny. troche jakby zobaczyc swego anarchizujacego idola na obiedzie w makdonaldzie. niestety, nie mamy juz dzis kontaktu. sam nie wiem czemu. sam nie wiem nawet skad ta anegdota. nic juz nie wiem.
najlepszy moment: MY<DSMBR
ocena: 6,5/10