rageman.pl
Muzyka

Leonard Cohen – New Skin For The Old Ceremony

rok wydania: 1974

wydawca: Columbia

 

Leonard Cohen wprawdzie jest z Kanady, ale jakos tak zawsze mi sie nowojorsko w klimacie kojarzyl. a ze dzis mamy 10 rocznice zamachow na WTC, zatem to wlasnie o Cohenie znow dzis pomowimy.

’74, czyli jeszcze bardzo dobre czasy dla tego Pana, choc moze juz nie tak jak debiutancka trylogia. ale to wciaz Cohen relatywnie mlody („dopiero” rowne 4 dychy na karku), wiec jeszcze potrafiacy wydobyc gorki, nie polegajacy tylko na mruczeniu – tu i owdzie krzyk sie nawet wdziera. czasem na granicy falszu, co np boli w takim otwierajacym calosc „Is This What You Wanted”, ale juz takie same srodki wyrazu w finalnym „Leaving Green Sleeves” chwytaja za serce i gardlo. generalnie – rock and roll, bardzo specyficzny ale jednak r’n’r.

to, co jednak najbardziej uderza na tej plycie to pewien paradoks aranzacyjny. to tutaj zaczal Cohen kombinowac z instrumentarium, wprowadzajac do swiata swych piosenek dotychczas okupowanych glownie przez jego gitare dzwieki generowane przez m.in. skrzypce, trabke czy banjo. mimo to dalej jest na wskros kameralnie, zeby nie powiedziec minimalistycznie. wezmy taki przykladowy „A Singer Must Die”. niby co chwila slychac pociagniecia smykow, a jednak sa tak ledwo zauwazalne, ze byc moze niektorzy dopiero po kilkukrotnym przesluchaniu je zauwaza. gdybym mial okreslic role tych aranzacji, okreslilbym je mianem „optymalnej”. nigdy nie wychodza przed szereg, a jednoczesnie zaznaczaja swa obecnosc na tyle, by nie odczuc podczas przeprawy przez te 11 numerow ani chwili nudy. no i przede wszystkim – wszystko to jest podporzadkowane lirykom, wciaz najwazniejszemu elementowi Cohenowego bytu w swiecie Muzyki. w „There Was A War” zatem aranzacja glownie buduje klimat jak na tytulowej wojnie, dla przeciwwagi „Chelsea Hotel No 2” wszelkie smaczki instrumentalne tylko burzylyby intymny klimat historii O Pewnym Przypale Hotelowym.

no i tu wlasnie znajduje sie „Who By Fire”, jedna z najlepszych kompozycji w karierze leciwego juz Pana, a przede wszystkim dramaturgiczny-aranzacyjny majstersztyk, skonstruowany na modle modlitwy (do pewnego stopnia de facto jest to modlitwa). co do tego drugiego aspektu – znow sie potwierdza pewna zaleznosc, o ktorej wspominalem przy „Best Of”, ze Cohen jako wokalista najlepiej wypada przy akompaniamencie zenskich wokaliz – czy to pojedynczego, czy calego chorku.

trzeba znac.

 

najlepszy moment: WHO BY FIRE

ocena: 8/10

Leave a Reply