Kid Ink – Daydreamer
wydawca: DIY
Rapsujemy dalej.
Kogóż my tu dzisiaj mamy… Kid Ink? Niech no luknę do jego CV… Rocznik 1986. Miejscie urodzenia: Los Angeles. Ohoho, zaznaczam plusik obok. Na koncie jeden album oficjalny i jedna EPka, wydana w RCA. Hmmm, wytwórnia zasłużona, ale niekoniecznie dla samego rapu. Ale lećmy dalej… Zaraz, zaraz, co my tu mamy? „In 2012 he was a featured artist in the 2012 XXL Freshman class.”. No, to już jest konkretny powód by zgłębić temat.
A warto przypomnieć, że to był wyjątkowo dobry rocznik. Przypomnijmy, że to właśnie wtedy wyróżniono Macklemora (wciąż nie dowierzam, że koleś ma wystąpić na Torwarze), a także m.in. Danny Brown’a, French Montanę, Machine Gun Kelly’ego, Roscoe Dasha czy Future’a. Jak na ich tle prezentuje się nasz dzisiejszy bohater?
Cóż… Jak widać po okładce, chłopak obrał podobną, „szkolną” stylizację co B.R.O. Z tą jednak różnicą, że w przypadku Kid Inka ma ono także silne przełożenie na muzykę. Stuprocentowo mainstreamowy, współczesny rap, bez większego powinowactwa z którymkolwiek z rapowych nurtów (co najwyżej uświadczymy nieodzowne odpryski trapu, choćby w „Blackout”). Nie jest to wadą, o ile oznacza to także przebojowość, choćby na zasadzie guilty pleasure’owatości. Niestety, tutaj tych naprawdę fajnych jest jak na lekarstwo. Zaczyna się wybornie, bo „Daydreamer” to naprawdę kawał pop-rapowego hita, za które włodarze wytwórni i radiowcy całują po rączkach. Im dalej jednak w las tym robi się coraz bardziej bezpłciowo. Pewien ratunek przynoszą mniej lub bardziej wyraźne nawiązania do muzyki sprzed dekad, ze wskazaniem na ejtisy („Time After Time”) czy lata 60’te („California Dreamin” z samplem z Mamusiów i Papusiów). Najlepiej to wypada w „Ms. Jane”, gdzie sampel z zakurzonego już nagrania „Backbreaker” Grimms idealnie wtapia się we współcześnie brzmiący, rapowy anturaż. Nie wiem czy „Hey Ya!” Outkastu szuka następcy (w sumie po co?), ale jeśli tak, to ma tutaj idealnego kandydata.
Jest tu kilka wyśmienitych numerów, ale przeważają numery co najwyżej średnie, z kilkoma dramatycznymi wyjątkami („I Need More” czy „Star Of The Show” ze znamiennym udziałem Seana „Hity Wywołujące Traumę” Kingstona), tak gimnazjalnie ztargetowanymi, że Mezo wypada przy nich jak reprezentant Firmy. Jak to jest więc naprawdę z tym Kid Inkiem? Dowiemy się już jutro.
najlepszy moment: MS JANE
ocena: 6,5/10
