Kazik Staszewski – Melodie Kurta Weill’a I Coś Ponadto
wydawca: SP Records
Kazik, jako bądź co bądź wybitny tekściarz, teoretycznie nie musi wspomagać się cudzymi lirykami. A jednak chętnie sięga po cudze dzieła, zwłaszcza w ramach działalności solowej. „Melodie Kurta Weill’a” była pierwszą, choć nie ostatnią płytą w całości „poświęconą” innemu autorowi.
Inna sprawa, czy rzeczywiście można tu mówić o płycie solowej. Spójrzmy na nazwiska akompaniujące Staszewskiemu – Banasik, Grudziński, Goehs, Zdunek… Brzmią znajomo? Oczywiście, zresztą nawet Kazik nie ukrywał w wywiadach, że wyszła z „Melodii…” trochę nowa płyta Kultu, po linii „Taty Kazika”.
I może w tym należy upatrywać mojego problemu z tym dziełem. Nie znam oryginalnych wykonań tych melodii. Być może za głupi jestem na te kompozycje, ale ja tych „Melodii”… po prostu nie czuję. Jest to poprawnie zagrane, zaśpiewane, ale poza singlową „Balladą o Kobiecie Żołnierza” (tu w dwóch wersjach, zanadto się moim zdaniem nie różniących) i „Straszną Pieśnią O Mackiem Majchrze” z funkującą gitarą nic mnie tu specjalnie nie porywa. Intryguje może jeszcze otwierający płytę „Song O Alabamie”, ale głównie dlatego, że konfrontuję ją w myślach z wersją The Doors i rzeczywiście – Kult potraktował ten utwór dość inaczej. Fajny byłby śpiewany „Moritet Von Mackie Messer”, śpiewany przez Kazika po niemiecku (!) na tle industrialnego podkładu (efekt przypominający „Die Eier VOn Satan” Tool’a), gdyby zamknięto go w odpowiednim momencie bez rozciągania do 12 minut. Summa sumarum – „pijackie” melodie ewokujące obie płyty „Taty”, tyle że odegrane na poziomie „Salonu Recreativo”, wydanego zresztą także w 2001 roku.
Jest jednak i perełka. To „Krzesło Łaski”, jedyna w tym zestawie piosenka Nicka Cave’a (stąd w tytule „… i coś ponadto”). Kazik już wcześniej przerabiał ten utwór podczas koncertu w ramach Przeglądu Piosenki Aktorskiej poświęconego autorowi „Murder Ballads” (swoją drogą – pomysł na przeróbki Weill’a także się narodził na tym festiwalu). Tam jednak mieliśmy podkład dość eksperymentalny, podobnie jak inne interpretacje z tamtego koncertu mocno przesycony w formie. Tu zaś otrzymujemy rasowego rockera, nawet nie tyle Kultowo brzmiącego, co jak Kazik Na Żywo. Kapitalna rzecz i chyba jednak najbardziej warta zapamiętania z tego wydawnictwa, choć to ewidentny rodzynek, co podkreślone zostało nawet w spisie utworów.
najlepszy moment: KRZESŁO ŁASKI
ocena: 7/10
