rageman.pl
Muzyka

Kate Bush – Never For Ever

rok wydania: 1980

wydawca: EMI

 

Bushujemy dalej.

Dwa lata odstępu między kolejnymi plytami to nie jest dużo, zwłaszcza jak na dzisiejsze standardy (a także te wyznaczone przez samą Kate), niemniej wystarczyło, by ponownie nagrać płytę porywająca melodiami, dopracowaną aranżacyjnie i kompozycyjnie w najmniejszym calu.

Już otwierająca całość „Babooshka” rozwiewa wszelkie wątpliwości. Kolejny kapitalny singiel do kolekcji, Bush’owa ścisła czołówka, melodyjnie, aranżacyjnie (bass!) i, hm, estetycznie (i nie chodzi o kultowy teledysk, ale i same dźwięki) esencjonalne dla jej stylistyki. Przyznam szczerze, że za tymi propsami stoi także mega sentyment jakim darzę ten kawałek. Jak zresztą niemal każdy, jaki był „interpretowany” przez moich konkurentów w „Mini Liście Przebojów”…

Dobra, pośmialiśmy się, wróćmy do meritum. To, co stanowiło novum w porównaniu z poprzednimi albumami to wykorzystanie syntezatorów, a przede wszystkim programowanego beatu. Najnowocześniej pod tym względem brzmi następny w kolejce „Delius (Song For Summer)”. Ponadto mam wrażenie, że to właśnie tą płytą ostatecznie Kate wstąpiła do kręgu zainteresowań rockowych recenzentów. Pomijając „Violin”, który jest chyba najbardziej rockandrollowym kawałkiem w jej repertuarze – i jako świadectwo eksperymentalnego podejścia do dobieranych środków wyrazu idealnie się w nim sprawdzający. Chodzi także o mniej oczywiste nawiązania, jak „Egipt” z jazzrockową kodą czy epicki finał „Breathing”, godny największych progrockerów. odgłosy w „All We Ever Look For” też mogą się kojarzyć z tym, co robili na swych płytach Pink Floyd w latach 70tych…

Przede wszystkim jednak – wróciły melodie, za które najbardziej ją kocham(y). Poza Babooską trzeba tu wyróżnić prowadzony mandoliną, prześliczny „Army Dreamers”, poświęcony matkom zaciągniętym do woja młodzieńcom. W ogóle to także pod względem tekściarskim ta płyta stoi imho na znacznie wyższym poziomie od „Lionheart”. „Babooshka” to genialne stadium paranoi, w jakie wpadają zazdrosne o swych mężów kobiety. „Wedding List” to jakby zapowiedź scenariusza „Kill Billa”. No i „Breathing”, postapokaliptyczna wizja świata opowiedziana z perspektywy… płodu.

Nie dziwię się, że niektórzy – jak np Big Boi z Outkastu – mają wręcz obsesję na punkcie Kate Bush. Ta kobieta magnetyzuje jak mało która w historii Muzyki.

 

najlepszy moment: BABOOSHKA

ocena: 8,5/10

Leave a Reply