Kate Bush – Lionheart
wydawca: EMI
Druga i nie ostatnia notka o Kate Bush.
Jak wiadomo, co nagle to po diable, także w przypadku dziedziny zwanej Muzyką. Jeśli ktoś się zastanawiał, dlaczego na ostatnie płyty Kate trzeba czekać latami, to przyczyn takiego stanu rzeczy powinien szukać tutaj, na „Lionheart”. Jak widzicie powyżej, została ona wydana w tym samym roku co „The Kick Inside”, zaledwie 9 miesięcy później. Łatwo się domyśleć, że była to bardziej decyzja wytwórni aniżeli autorki, która dziś bardzo psioczy na ten album.
I nie ma się co dziwić, jak na Bushowe standardy to słaba płyta, nawet jeśli w globalnym kontekście – już w miarę przyzwoita. Ale po takiej płycie jak „The Kick Inside” to był zjazd niesamowity. Nawet jeśli niby wszystko się zgadza. Kompozycje nie ułomki, wokalne wygibasy jak zawsze urocze, aranżacje… właśnie, już w tym elemencie słychać lekkie zgrzyty. Groteska i przerysowanie są niemal wpisane w Kate Bushowy genotyp i nawet do twarzy jej z tym, co może stanowić element nawet na skale światową. Tyle że pod jednym warunkiem – jeśli mówimy o wizerunku, kreowanym w klipach, fotach promocyjnych itp. Jeśli wdziera się do samej muzyki, to już mam z tym problem. I taki „Hammer Horror”, nawet jeśli jest to groteska zamierzona (hence the title), to mi ciężko się tego słucha. Skłamałbym mówiąc, że pomysł na wplecenie cytatu muzycznego z „Pinokia” w „In Search Of Peter Pan” (no tak, skoro bajkowy klimat to czasem trzeba o tematykę zahaczyć dosłownie) jakoś zanadto skruszył me serce.
Jednak nie te dyskusyjne pomysły aranżacyjne są tu problemem, a brak wyrazistych hooków. Dość powiedzieć, że najlepszy tu „Wow” na „Kick Inside” pradopodobnie zaniżałby średnią. Ok, jak już powiedzieliśmy – przyjemnie się tych tracków słucha (odnotowałbym jeszcze „Don’t Push Your Foot On The Heartbrake” i „Symphony In Blue”), ale coś tu jednak nie gra. Przypomina mi to casus „Communique” Dire Straits – niby wszystko się powinno zgadzać, bo to była wypisz-wymaluj kopia kozak debiutu, a jednak ni chuja nie szło tego słuchać. Sorry Kaśka, że porównuje Cię do tamtych dziadów, ale sprowokowałaś mnie.
Na szczęście dziewczyna przyrzekła sobie, że już nigdy nie ulegnie wytwórni i dość szybko się ogarnęła. Ale o tym w następnym odcinku.
najlepszy moment: WOW
ocena: 7/10
