rageman.pl
Muzyka

K.A.S.T.A. – Kastaniety

285rok wydania: 2002

wydawca: Blend

 

„wszedzie dobrze ale w hiphopie najlepiej”. brakowalo mi tej muzyki.

z zagranicy przenosimy sie do Polski. Wroclaw konkretnie (chociaz nie do konca, ale o tym za chwile). tutaj w 2002 dzis omawianym albumem debiutuje K.A.S.T.A., czyli Konfederacja Absolwentow Szkoly Technicznej Artykulacji. wydumane rozwiniecie, ale niech bedzie. i robi to w na tyle ladnym stylu, ze dla uczestnikow tego debiutu bedzie to solidna trampolina do Rap Kariery. choc  nie dla kazdego.

przede wszystkim – producenci. czyli L.A. i Magiera, zrzeszeni pod nazwa Whitehouse. znani przede wszystkim z Kodexow, ale juz na Kastanietach udowadniaja, ze to w poludniowej czesci Polski robia najlepszych producentow (no dobrze, obok warszafki). podklady geste jak smola. jazzujace czasem sample, choc wyraznie slyszalne bity ewokuja bardziej poczatki hiphopu w polsce, z wyraznie slyszalna pomoca Fruity Loopsa. ale to nie jest wrzuta, wrecz przeciwnie – jest progres, slychac ze to ’02 a nie ’96. poza tym dzis, kiedy podklady hiphopowe coraz mniej przypominaja hiphop, coraz bardziej doceniam takie podklady jak te z „Kastanietow”. stara szkola rapu, czlowieku. inna sprawa, ze to zwyczajnie dobre, chwytliwe podklady. a przede wszystkim – klimatyczne. melancholia w miescie noca. wlasciwie tylko singlowe „Po Co” sie wylamuje regalowym posmakiem, choc to juz akurat rzecz stworzona wspolnie przez L.A. i Gienie (Funny Hippos, ale tez i Flapjack). swoja droga najlepszy track, choc wiem ze ta opinia nijak ma sie do tego, co pieprzylem przez caly paragraf. okej, wyroznijmy wiec tez „Peryferie” i „Premiere”. swoja droga, tez single. aha, jesli chodzi o warstwe instrumentalna, to jedna xywa – KUT-O. skrecze. ale ten akurat osobnik w pelni blysnie przy innej okazji.

chociaz Kaste poczytuje sie za grupe muzyczna i tak niby sie okreslaja w creditsach albumu, to dla mnie to przede wszystkim Wall-e. to jego slychac tu w wiekszosci trackow tego dwuplytowego albumu. i chociaz nigdy nie zaliczylbym go do czolowki polskiego rapu, to lubie typa sluchac. oryginalna, fajna barwa glosu. nienaganny flow. nawet ta wciaz slyszalna zadyszke mozna doliczyc do cech charakterystycznych. moze rymow mistrzowskich tutaj nie pokazuje, a tematyka tekstow troszke za czesto krazy wokol prawilnosci i gloryfikacji bloku, ale wierze mu, wierze ze mowi o tym czym zyje, a nie tym czym mozna podbic publike. no i „Klimaty” – takiego tekstu nie napisalby pierwszy lepszy blokers. swietne.

wlasciwie reszte KASTY mozna uznac za gosci na tym albumie. w przypadku poznaniaka Donguralesco tak wlasciwie jest – do skladu oficjalnie dolaczyl juz po wydaniu debiutu. tutaj w paru numerach, ale np to jak jedzie na jednym rymie przez cala zwrotke w „Premierze” to absolut. moze wizualnie chlopak sie prezentuje jako swojska podroba redmana czy innnych zlotozebnych kozakow, ale technicznie koles jest nie do wyjebania. i tu juz mozna mowic o czolowce polskiego rapu.

no ale jest jeszcze jeden, teoretycznie wazny osobnik. niejaki O.M.A. ktory to rymuje po angielsku. i niby dobrze to robi. niby pod wzgledem techniki nie mozna mu nic zarzucic. ale z drugiej strony – rymujac po angielsku brzmi jak kazdy inny raper zza oceanu. charyzma znikoma. wiec jako ciekawostka, jeszcze jeden element wyrozniajacy debiut Kasty – okej. ale zalu nie ma, ze o typie sluch wlasciwie przepadl.

gdyby skrocic calosc do jednego albumu byloby wieeele lepiej. ale to i tak zajebiscie przyzwoity debiut.

 

najlepszy moment: PO CO

ocena: 7,5/10

Leave a Reply