Fisz – Polepione Dźwięki
rok wydania: 2000
wydawca: Asfalt
jest pewien krag artystow polskich, wokol ktorych klimat jest tak nieznosny, ze juwenaliowy attitude zespolow typu coma, farben lehre czy happysad to przy tym pikus. forsowani przez Trojke i Przekroje, zgarniajacy Paszporty Polityki, lans, artyzm, sztuka przez gigantyczne S. i stawiajacy sie (a wlasciwie kibice tych artystow) na dodatek w opozycji do tych licealno-gimnazjalnych grup. „ty sluchasz Pidzamy Porno i gowno sie znasz, bo ja slucham Marii Peszek”. uproszczenie, ale wiecie na pewno o co chodzi.
tak sie sklada ze Fisza tez na luzako mozna do tej grupy zaliczyc i wespol z LUC sa w niej czolowymi (jesli nie jedynymi) reprezentantami hiphopu. kurcze, no ja wiem ze rozne gusta sa. ale dla mnie to wrecz oczywiste, ze w przeciwienstwie do pretensjonalnej do szpiku kosci Peszkowej Fisz zasluguje na te laury i harmider wokol niego. a konkretnie rzecz ujmujac – projekt, jaki kryje sie pod nazwa „Fisz”.
bo zawsze mnie irytowalo wynoszenie na piedestal Fisza przy pomijaniu niemal calkowitym jego mlodszeg brata, odpowiedzialnego za podklady Emade (tu jeszcze jako Dj Mad). jesli chodzi o omawiany dzis debiut to akurat bracia startuja na rownej pozycji – sukces plyty to bylo na rowni dzielo podkladow waglewskiego mlodszego i rapu wagla starszego. i choc oboje z czasem sie rozwineli, to dla mnie nie ma watpliwosci, ze najlepsza ich plyta – „F3” – to przede wszystkim zasluga Emade. zdecydowanie predzej zaliczylbym Emade do czolowki polskich producentow niz analogicznie Fisza do czolowki raperow.
slowo sie rzeklo, tutaj bracia sa jeszcze jak najbardziej rownorzednymi partnerami. podklady sa kapitalne, nierzadko ultraprzebojowe (single: „Polepiony” i „Czerwona Sukienka”, nieprzeboje: „Jezyk Wszechswiata”, „Bla bla bla”, „Balon”), choc jeszcze sporo je laczy z domowa produkcja, ktora slychac u co drugiego tworcy polskiego hiphopa. z ta roznica, ze u co drugiego tworcy nie slychac takiej wszechstronnosci i wysmakowania w dobieraniu sampli. glownie jazzujacych, „niujorkujacych”, choc pojawia sie cos hmmm folkowego („Czerwona Sukienka”), ambientowego („Huragan”) czy dramenbejsowego („Stop”). porownania do A Tribe Called Quest nieprzypadkowo.
zreszta w samych lirykach pojawiaja sie inspiracje chlopakow – poza brygada q-tipa slyszymy jeszcze o De La Soul, Commonie czy Mos Defie. no i w tym momencie przechodzimy do podpunktu zwanego wokalami. o fiszu przy okazji debiutu zwyklo sie mowic jako o polskim Mos Defie. co bylo krzywdzace, wrecz szkodliwe. nie tylko dlatego, ze dosyc przesadzone to porownanie, ale tez dlatego, ze chyba waglewski junior sie przejal ta opinia i na pozniejszych longplejach zaczal sie dystansowac i podspiewywac, co nie zawsze wychodzilo sluchaczom na dobre. a jego robocie na „PD” trudno cos zarzucic. charyzma, a przede wszystkim unikalne (na polskim podworku) flow. zadne tam zabawy z predkoscia. cudne gospodarowanie beatu i jego okolic. pakujac tyle slow, tresci mozna latwo sie wylozyc i stworzyc kiche. tym bardziej szacun. przede wszystkim jednak tez chodzi o teksty. bzdura jest mowienie, ze czegos takiego w polskich lirykach hiphopowych nie bylo. ale jednak takie refleksje o codziennym, studencko-imprezowo-nieblokersowym zyciu wciaz byly w cenie. bez propsow dla gangsterow nieslusznie ogladajacymi swiat zza krat i afirmacji blokowisk. no co mam zrobic, ze lubie tez posluchac kogos, kto tez pochodzi z dobrego domu i nie mial problemow z przejebanym dziecinstwem. w tym kontekscie doceniam Fisza z „Polepionych” – zwyklego kolesia przypalajacego sporadycznie blanta, bez artystycznej pozy, grzyweczki i walki z warszafka. absorbujacy storytelling, na tyle, ze minimalna ilosc gosci (niejaki Peteero w „Jezyku Wszechswiata”, afrika-wokale Mamadou Diouf w „Balonie” i remix „Bla bla bla” w wykonaniu Dj Volta) wlasciwie jest niezauwazalna.
reasumujac – swietny debiut, a biorac pod uwage uwarunkowania historyczne – wrecz wypada go znac. choc naj plyta tandemu waglewskich pozostaje wciaz „F3”. z drugiej strony – jesli slysze, ze Fisz jest rodzynkiem w zakalcu zwanym polskim hiphopem, to dla mnie ten ktos jest zwyklym ignorantem. get ears, ludzie.
najlepszy moment: POLEPIONY
ocena: 7,5/10