rageman.pl
Muzyka

John Scofield & Pat Metheny – I Can See Your House From Here

rok wydania: 1994

wydawca: Blue Note

 

no, mozemy wrocic do przyslowiowej normalnosci.

wiem, juz pewnie rzygacie tym Scofieldem. ja jeszcze nie, ale majac w trosce wasze zdrowie podejdziemy do tematu od innej strony.

bo oto dzis na tapecie spotkanie na szczycie. jak kazdy milosnik wie, we wspolczesnym jazzie Wielka Trojca jazzowej gitary pozostaje od lat niezmienna. John Scofield, Pat Metheny, Bill Frisell. tak sie szczesliwie sklada, ze panowie wcale nie traktuja siebie nawzajem jak konkurentow i sa skorzy na kolaboracje. i tak na ten przyklad z Frisellem Sco nagral „Grace Under Pressure”, ktora jakis czas temu omowilismy. po chwilowym skoku w bok na kolejny album projektu John Scofield Trio, nasz glowny bohater postanowil „zaliczyc” drugiego z wielkich guitarmanow. skrzyknal dodatkowo swoich wiernych kolaborantow Steve Swallowa i Billa Stewarta, coby rytmicznym aspektem muzyki sie zajeli i efekt wspolnego jammowania wypluli niemal rowne 16 lat temu. dokladnie tego samego dnia, w ktorym Kurt Cobain postanowil przetransportowac sie w inny wymiar. ale drugiego dna w tym koincydencie bym nie szukal.

jaka to jest plyta? najkrocej rzecz ujmujac – dokladnie taka, jakiej moznaby sie spodziewac. czyli stricte jazzowe granie bez jakichkolwiek dodatkow aranzacyjnych, oparte na pojedynkach gitarzystow, inkrustowane gdzieniegdzie solowkami muzykow sekcji rytmicznej. opisy utworow w booklecie, poza czasem trwania i autorstwem danych kompozycji, uwzgledniaja takze to, kto popelnil w nich solowki i w jakiej kolejnosci. a jakby kto mial problem z rozpoznaniem stylistyk gitarzystow, to postanowiono ich rozdzielic po kanalach. i tak w lewym glosniczku nam przygrywa Sco, a w prawym czaruje Pat. co raczej traktowalbym jako gest w strone audiofilow anizeli element wzbogacajacy doznania estetyczne sluchaczy.

zreszta, prawdziwie docenic te plyte beda w stanie nie tylko audiofile, ale i wielbiciele gitarowego grania. oczywiscie w jazzie nie chodzi o tworzenie przebojow, ale w tym przypadku juz zupelnie olano melodie. pewnie, da sie czasem wysuplac taka w grze samych gitarzystow, najpierw trza jednak przebrnac przez kilometry popisowek. niby jazz sila rzeczy jest muzyka elitarna, co jednak nie przeszkadza tworzyc w jego ramach plyt *uniwersalnie* zachwycajacych. „I Can See…” do takich niestety nie nalezy. wiecej – mam wrazenie, ze nawet fan jazzu, ktory akurat nie jest zakochany w dzwiekach gitary, moze miec z nia problem.

zostawiajac jednak problem „niewtajemniczonych” na boku… coz, trudno nie postawic przy okazji takiej plyty pytania: Scofield czy Metheny? ktory jest tym NAJ? jak mozna tez jednak bylo sie spodziewac – plyta nie daje odpowiedzi. bo to nie jest porownywanie, dajmy na to, Messiego do Iwanskiego czy nawet Blaszczykowskiego. my tu mowimy o konfrontacji na najwyzszym szczeblu. Messi vs Beckham cz tez inny Ronaldo. gdzie wybor zwyciezy zalezy od indywidualnych preferencji oceniajacego. i tak np ja, z bolem serca, decyduje sie na Metheny’ego. bo chocby na tej plycie wykazuje sie wieksza wszechstronnoscia – jego autorstwa sa zarowna liryczne perelki pokroju „Message to my friend”, jak i petardy typu „The Red One”. sama jego gra ma tez wiekszy rozstrzal – owszem, wpada nieraz na mielizny gitarowego wirtuozerstwa (co sie nie przytrafia Johnowi), ale potrafi tez zaskoczyc zmyslem melodycznym, ktorego u Scofielda prozno szukac… z drugiej strony, Metheny nigdy nie nagral tak genialnej plyty jak „Uberjam”, a i sama sciezka kariery Scofielda wydaje mi sie ciekawsza.

moze wiec remis jednak?

 

najlepszy moment: MESSAGE TO MY FRIEND

ocena: 7/10

Leave a Reply