rageman.pl
Muzyka

Jamiroquai – Rock Dust Light Star

rok wydania: 2010

wydawca: Mercury

 

Powrót do przyszłości. Było wczoraj o debiucie, dziś pomówimy o 17 lat późniejszej, najświeższej płycie Jay Kay’a i jego kompanów.

Przesadą byłoby twierdzić, że historia zatoczyła koło. Ale faktem jest, że „RDLS” to na swój sposób powtórny debiut. Pierwszy album dla nowego labelu po blisko 15-letniej współpracy z Sony. Pierwszy album w nowej dekadzie. Dekada, która nie ma co ukrywać – potrzebuje Jamiroquai’a jeszcze mniej niż lata zerowe. Znamienne, że na rynku amerykańskim płyta została wydana niedawno, po blisko dwóch latach od premiery na rynku europejskim.

Nawet jeśli w rzeczywistości nie miały te okoliczności bezpośredniego przełożenia na kształt albumu, to faktem jest też, że słychać na nim zespół, który nic nie musi. Eksperymentuje, bawi się aranżacjami, a przede wszystkim – zupełnie nie dba o to, czy z tego muzykowania wyjdzie przebój. Zupełnie jak, no właśnie, na „Emergency…”.

I w takim kontekście album jak najbardziej się broni. To godzinna przejażdżka superstylowym wozem (rodem z garażu Jay Kay’a) po Groovelandii. A tereny to dość rozległe, obejmujące zarówno dobrze znane z poprzednich wycieczek funk, soul, disco, jak i mniej typowe punkty. Taki np singlowy „WHite Knuckle Ride” prowadzi nas aż na francuskie obrzeża dzięki pulsowi zaczerpniętemu wprost z plyt Daft Punka. Z „Hurtin'” jedziemy jeszcze dalej, aż do studia nagraniowego Lennyego Kravitza – numer brzmi jak żywcem wyjęty z którejś z jego płyt. I o ile to jeszcze aż tak nie musi dziwić, bo w sumie to wciąż funk, to już reggae w zamykającym całość „Hey Floyd” każe zastanowić się, czy aby na pewno skończymy tą wyprawę cali i zdrowi. Na szczęście piosenka na sam jej koniec wraca już na sprawdzone, bezpieczne tory.

Wszystko fajnie, od pomysłów brzmieniowych aż iskrzy, ale… Na „Dynamite” też w sumie było dość różnorodnie, a przy tym raz po raz Kay udowadniał, że wciąż potrafi pisać melodie jak mało kto na rynku muzyki pop. I w kontekście tamtego albumu „RDLS”, w jedynym chlubnym przebojowym wyjątkiem w postaci „White Knuckle Ride”, wypada jak jego blade odbicie, dobitnie świadczące o tym, że czasy świetności już nie powrócą.

 

najlepszy moment: WHITE KNUCKLE RIDE

ocena: 7/10

Leave a Reply