Jacek Kaczmarski – Płytoteka Dziennika: Poeci Piosenki
wydawca: Axel Springer
Kostucha cos ostatnio, za przeproszeniem, pierdolca dostala. tym razem zegnamy Dennisa Hoppera, jednego z najwybitniejszych obok Nicholsona, Pacino czy Hoffmana aktorow. szczegolnie wyspecjalizowanego w roli bad guyow. genialnych rol tego pana w rownie wybitnych filmach moznaby wymienic od groma. dla mnie jednak Dennis Hopper to przede wszystkim jeden film i jedna postac. Frank Booth w Lynchowym „Blue Velvet”. choc akurat nazwac Bootha bad guy’em to jak nazwac, jak to mawia Pelson, prostytutke relaksacyjna terapeutka. Muka, Bob, Booth. ten zestaw personalny pozbawil mnie beztroskich snow na wieki.
w smutny sposob ma ta smierc zwiazek z dzisiejsza notka. bo niestety Hopper, podobnie jak Kaczmarski, a takze wspominani ostatnio Guru czy Dio, to ofiara raka. kolejny raz pewna banalna mysl zajela mi glowe na reszte dnia: gdybym mogl dokonac w zyciu tylko jednej rzeczy, czegos bedacego ponad moje mozliwosci, talenty, predyspozycje itp itd, to byloby to wynalezienie lekarstwa na raka.
no dobrz, ale zajmijmy sie wreszcie tematem glownym… choc akurat o tym skladaku dokonan Kaczmarskiego niewiele mozna powiedziec. trudno to nawet nazwac skladanka pelna geba. jeno bardziej to na ksztalt samplera, wprawki, adekwatnej do okolicznosci wydania – czyli jako bezplatny dodatek do „Dziennika”. 45 minut muzyki, 10 utworow, w wiekszosci pokrywajacych sie z tym co znalazlo sie na „Zlotej Kolekcji: Zrodle”. dlatego szczerze mowiac nie wyobrazam sobie, by ktos swiadomie zadal sobie trud zdobycia tej plyty, w zamierzeniu nie przeznaczonej przeciez do sprzedazy w sklepach. moze ktos, kto ma wstret do skipowania utworow? nie wiem, nie wiem, nie wiem.
skoro nic wiecej sensownego o tej kolekcji powiedziec sie nie da, to chcialbym poruszyc watek „Murow”, na ktorych temat mialem okazje przewczoraj przeprowadzic lekka dyspute. zawsze pojawia sie jakies wewnetrzne veto w kwestii uznania Wielkosci danego artysty, kiedy to okazuje sie, ze jego najwybitniejszy utwor jest coverem. jak najbardziej to rozumiem. w przypadku Kaczmarskiego jak dla mnie jednak tematu nie ma. bo owszem, wklad Kaczmarskiego w „Mury” to tylko tekst. ale przeciez – to banal, ale trza to podrkreslac – sila tego utworu tkwi w kruszacym wszelkie mury i serca *polaczeniu* muzyki z tekstem. nie mowiac juz o samej interpretacji pana Jacka. do historii przeszla wypowiedz Trenta Reznora na temat „Hurt” w interpretacji Johnnyego Casha, gdzie otwarcie przyznal, ze ta piosenka nie jest juz jego. smiem twierdzic, ze Lluis Llach, autor „L’Estaca” (czyli melodii bedacej podwalinami „Murow”) moglby powiedziec o dokonaniu Kaczmarskiego cos podobnego.
zamykajac temat „Murow” to musze dodac, ze nigdy chyba nie przestanie mnie fascynowac, jak kuriozalnie historia obeszla sie z ta piesnia. piesnia, ktora w intencji Kaczmarskiego miala stanowic wyraz niemal sprzeciwu wobec przywlaszczania sobie piosenek (i niejako ich tworcow) przez masy, a ktora koniec koncow skonczyla jako hymn tych mas. oczywiscie fakt, ze te same masy byly odpowiedzialne pozniej za obalenie komunizmu pomogl zapewne zmniejszych gorycz Kaczmarskiego, niemniej jednak mozna tu mowic o sporym paradoksie historii nawet nie Muzyki, ale wrecz naszego caleg narodu.
w tym kontekscie niesamowite sa tez perypetie drugiego klasycznego utworu Kaczmarskiego. mowa oczywiscie o dzisiejszej „piesni dnia”, czyli „Naszej Klasy”. o ile „Mury” mozna uznac za istotny element historii PRL’u, tak „Nasza Klasa” to niemalze symbol Polski konca pierwszej dekady 21 wieku. Polski opanowanej mania klasowych reunionow, moze i Polski 2.0. Polski, dla ktorej Nasza-Klasa.pl stala sie tak obowiazujacym elementem dnia codziennego jak obiad czy wizyta w Kosciele. takze i tu Kaczmarski musialby byc zaskoczony dalszymi perypetiami zyciowymi swego muzyczego dziecka (nie mial niestety juz ku temu okazji, jako ze N-K.pl powstala w ’06 roku…), ale chyba nie az tak jak w przypadku „Murow”…
najlepszy moment: NASZA KLASA
ocena: 6,5/10

