Inland Empire
reżyseria: David Lynch
widzialem nowy film Mistrza.
przyznam ze szedlem do kina z dusza na ramieniu. bo najpierw rzucilo sie haslo w oczy z plakatu reklamujacego film – „absolutnie najlepszy film Davida Lyncha”, wg jakiegos tam krytyka. ale zaraz potem slyszalo sie tu i owdzie, ze masakra, ze ludzie wychodza z kina, ze ynch sie skonczyl. opinie zaslyszane nawet u tych, co wczesniej lykali lyncha bez problemu. wiec z niepokojem idziemy, na wszelki wypadek z kawa i siedamy. zero reklam, od razu film…
mysle ze nawet nie ma sensu streszczac o czym jest ten film. ba, ciezko nawet opisac co sie dzieje w tym filmie. lynch zrobil oficjalnie najbardziej popierdolony film w swojej karierze. nawet bardziej od „Glowy do wycierania”, a „Twin Peaks” to przy IE bajka dla dzieci. moze nawet zatoczyl swego rodzaju kolo? w koncu Glowa do wycierania to tez byla extrema potegowana przez niecodzienna forme. chociaz bez przesady, czarno bialy obraz to nie jest szczyt extrawagancji, zwlaszcza ze pozniej w ten sam sposob nakrecil Czlowieka Slonia. ale zeby krecil caly film kamera cyfrowa??
okazuje sie jednak, ze inaczej byc nie moglo. ze ta cyfrowka poteguje surrealizm tresci. i tasma filmowa zwyczjanie by nie pasowala. bo ten film to jeden wielki experyment. formalny, ale przede wszystkim w tresci. tresci? lynch otwarcie przyznaje, ze zaczynal prace nad filmem bez scenariusza. ktory to powstawal na bierzaco. dodal do wszystkiego fragmenty etiud „Rabbits” i „Green Room in Lodz” i voilla! mamy trzygodzinna, filmowa magme.
tu wsyztsko jest pojebane. forma, tresc, nawet jezyk. bo jak wiadomo, spora czesc filmu powstala w polsce, z polskimi aktorami. przede wszystkim to peter lucas („kilerow dwoch”, a przede wszystkim taniec z gwiazdami hehe) mial najwieksza role, z ktorej moim zdaniem wywiazal sie niezle. ale wiecej sie mowi o krzysztofie majchrzaku i karolinie gruszce (pojawia sie tez sp leon niemczyk). ktora to, wg mojej interpretacji dziela, mozna uznac za glowna bohaterke filmu. wszyscy oni mowia po polsku (choc lucas ma tez sporo scen w jezyku angielskim), co dla nas wydaje sie raz ze sympatyczne, dwa ze calkiem zrozumiale. ale wyobrazcie sobie hiszpana czy nawet amerykanina, ktorzy slysza taki smieszny jezyk w filmie. nie ma co, polski jezyk tez moze byc czasem surrealistyczny.
dodam tylko, ze zachwyty nad gra aktorska polakow sa troche przesadzone, niemniej wstydu nie ma. i by zamknac watek polski dodam, ze duza role gra tutaj tez muzyka samego pendereckiego (choc oczywiscie za muzyke w glownej mierze odpowiada nadworny kompozytor Mistrza, Angelo Badalamenti). a o bardzo epizodycznej roli naszej exportowej gwiazdy weroniki rosati nawet nie wspomne, bo bez sensu.
wiec tak: jak wspomnialem, interpretacja moja taka jest ze to wlasnie Gruszka jest glowna bohaterka. natomiast to co przez wiekszosc czasu widzimy dzieje sie w jej wyobrazni. a tu mamy nadwornych aktorow Lyncha. przede wszystkim Laure Dern („Blue Velvet”, „Dzikosc serca”), ktorej naprawde nalezy sie szacun za te role. jest Harry Dean Stanton („Dzikosc serca”, „Prosta Historia”) w komiediowej raczej roli. jest Justin Theroux („Mullholand Drive”) w dosyc duzej roli. do swiata Lyncha, od razu w jednej z glownych rol, dolacza Jeremmy Irons. a poza tym pierdyliard epizodow: William H. Macy, Julia Ormond, Diane Ladd, Gracie Zabriskie… plejada gwiazd bawi sie w zabawe pt „nie mam pojecia w czym gram i co gram, no ale w koncu to film Lyncha”.
wiec tak: mozemy byc niemalze pewni, ze znow chodzi o problem z tozsamoscia, dualizm osobowosci itepe itede. czyli to co juz przerabialismy w ramach „Zagubionej autostrady” i „Mulholland Drive”. A Inland Empire mozna uznac za zwienczenie tej tozsamowsciowej trylogii. bo o ile ZA kladla nacisk na wizualny aspekt, a MD przede wszystkim na tresc, tak w Inland Empire Lynch przyexperymencil ze wszystkim. dalej juz sie isc nie da. czy jest to wiec godne zwienczenie trylogii? pewnosci jeszcze nie mam. nie ma co ukrywac, ze Lynch wystawil widzow na ciezka probe. narazil na smierc z przegrzania tysiace mozgownic swoich wielbicieli, ktorzy beda interpretowac kazda scene tego trzygodzinnego giganta. pytanie: czy bedzie to mialo sens, skoro sam Lynch chyba nie do konca wie, co chcial przekazac tym filmem?
z drugiej strony, moze wlasnie o to chodzilo. macie tu dzieciaszki zestaw klockow lego. ulozcie z nich co chcecie. i co wazne: nie musicie wykorzystywac wzystkich klockow. graniczy mysle z cudem interpretacja Inland Empire taka, by mozna do niej podpasowac absolutnie wszystkie sceny filmu. wiec interpretujmy zatem, bez spinania sie ze moja interpretacja jest zla, a Twoja be.
experyment pt Inland Empire udany. cieszy ze Lynch wciaz poszukuje. ale niech pozostanie on tylko jednorazowym experymentem, a nie kierunkiem na przyszlosc. bo wtedy nawet ja wymiekne. na szczescie zawsze pozostaje „Twin Peaks” – dzielo o idealnym wywazeniu tego co ziemskie i surrealistyczne. ale moze takie proporcje mozna osiagnac tylko raz w zyciu…
najlepszy moment: MACIE MOCNE NERWY?
ocena: 7/10
