rageman.pl
Muzyka

In Memoriam: Van Conner (17.03.1967-18.01.2023) / David Crosby (14.08.1941-18.01.2023)

Kolejne pożegnania o których czuję potrzebę by wspomnieć. Nie będzie tu wielkich refleksji – artyści o których dziś mowa pojawili się w mojej edukacji stosunkowo późno i nie w takiej częstotliwości bym mógł rzucać hasłami w stylu „gdyby nie oni dziś byłbym w zupełnie innym miejscu”. Ale się pojawili i na swój sposób wpłynęli.

Van Conner, którego nazwisko jest z pewnością mniej kojarzone niż drugiego z bohaterów tego wpisu, zasłynął jako współtwórca Screaming Trees, być może najbardziej niedocenionego zespołu nurtu grunge. Wraz z bratem Gary Lee (gitara) i nieodżałowanym Markiem Laneganem zespół powołał i ta trójka wytrwała we wszystkich inkarnacjach aż do samego końca – włącznie z wg. niżej podpisanego najwspanialszym dokonaniem a zarazem łabędzim śpiewem, czyli „Dust”. Nie ma sensu rozkminianie dlaczego nie wskoczyli na ten sam pułap popularności co PJ czy AIC (o Nirvanie nawet nie wspominając) – na pewno jednak jest to przypadek, że talent nie poszedł w parze z tzw. mass appeal. Jasne, być może gdyby nagrywali tylko kawałki pokroju najpopularniejszego „Nearly Lost You” spopularyzowany przez filmową wizytówkę grunge’u czyli „Singles” – tyle że panowie mieli znacznie większe ambicje. Niestety po Screaming Trees Van Conner całkowicie zniknął z radarów globalnych odbiorców muzyki. Zmarł w wieku 55 lat w wyniku powikłań po zapaleniu płuc.

Davida Crosby’ego trochę nie wypada przedstawiać, zwłaszcza fanom klasycznego rocka i jego folkowych odłamów. Z drugiej jednak strony trudno też nie zauważyć, że dokonania z Byrds czy solo raczej nie pojawiają się na listach Największych Rock Albumów – a przynajmniej nie w pierwszych dziesiątkach. Trudno powiedzieć by inaczej rzecz miała się jeśli chodzi o super-grupę Crosby Stills Nash – jak dla mnie najciekawiej się robiło kiedy do współpracy zapraszali Neila Young’a (np. „American Dream”). W tym kontekście uważam jego radykalne opinie nt. muzyki wyrażane na Twitterze (jak choćby całkowita negacja punk rocka i jego odłamów) za co najmniej ignoranckie i dziaderskie. Ale też nie mogę odmówić że skubany miał osobowość, własne MO a przede wszystkim – no umiał w gitarę. Podobnie jak Conner zmarł „po długich walkach z chorobami”, tyle że w przeciwieństwie do tamtego dożywając znacznie bardziej sędziwego wieku (81 lat).

 

Leave a Reply