In Memoriam: Nipsey Hussle (15.08.1985-31.03.2019)
Mam takie smutne podejrzenie że większość osób które zobaczyły nagłówek skonfundowana podrapała się po głowie. „O co chodzi i czy typ będzie już tylko walił notki pożegnalne każdego muzyka który zejdzie z tego świata”. Wiem że może tak to wyglądać, ale naprawdę staram się mówić tu tylko o artystach którzy wywarli jakiś wpływ na moją muzyczną podróż. A jeśli przy okazji ktoś zainteresuje się i sam sięgnie po twórczość wspominanego artysty to tym lepiej.
Uważam że w przypadku Nipsey’a naprawdę warto. Lata temu, kiedy miałem totalną fazę na nowy rap i scenę mikstejpową i trap, wydawnictwa Nipsey’a – ze szczególnym wskazaniem na „The Marathon” zafascynowały mnie przywiązaniem do klasyki gatunku, ze szczególnym wskazaniem na Zachodnie Wybrzeże (co nie dziwi, biorąc pod uwagę że mówimy o człowieku urodzonym w LA). Podobały się, choć jednocześnie trudno było pozbyć się wrażenia że jest to retro na podobieństwo Grety Van Fleet. Ale dziś, w dobie zalewu mumble rapu, autotunowych nawijek i Brytoli udających Amerykanów, mikstejpy (choć w niektórych przypadkach ich jakość każe mówić o pełnoprawnych, choć undergroundowych albumach) Nipsey’a lśnią jeszcze bardziej. Konkretny przekaz na konkretnych bitach (nierzadko sięgających po inspiracje spoza muzyki urban, vide sample z MGMT czy Sade). A ukoronowaniem tej drogi był długo wyczekiwany. wydany w zeszłym roku oficjalny debiut „Victory Lap”.
Niestety West Coast to nie tylko rejon geograficzny i nie tylko charakterystyczne brzmienie, ale też styl życia. Nie wiem na ile Nipsey miał styczność z gangsterką, niemniej ta w końcu się o niego upomniała, w najtragiczniejszy ze sposobów. Człowiek myślał (i miał nadzieję) że takie klimaty minęły wraz z latami 90-tymi i zmierzchem panowania Suge Knighta. A jednak nie, choć brzmi to jak primaaprilisowy suchar.
A jeszcze niedawno widziałem człowieka w transmisji gali nagród Grammy, w ramach bycia nominowanym za rapowy album roku, na którą przyszedł z córką. Wywiad przed ceremonią. Pierwsza myśl: „co za spoko, twardo stąpający po ziemi typ”. Tak, świat poniósł dziś sporą stratę – nie tylko rapowy i nie tylko newschoolowy. Ale też ten „normalny”, w którym potrzeba przyzwoitych, kumatych ludzi.