In Memoriam: Julee Cruise (01.12.1956-09.06.2022)
Nie dalej jak kilka dni temu miałem dość dużą rozkminę na temat mojej hm relacji z „Twin Peaks”. Jak każdy wie znając mnie czy to osobiście czy domyślając się na podstawie wpisów tutaj, można mnie zaliczyć do psychofanów tego serialu. I od kiedy skończyłem lat naście, nie do pomyślenia dla mnie było bym nie robił przynajmniej jednego maratonu binge-watchingowego rocznie. A jednak od lat kilku zaprzestałem tej praktyki. Bynajmniej nie abym się nią znudził. Ot, realia dorosłego żyćka. Ale też doszedłem do konsensusu, że nie jest to dla mnie niezbędne. To jak ze starym przyjacielem, w którym wiesz że zawsze będziesz miał backup w razie potrzeby – nawet jeśli nie gadaliście z sobą miesiącami. I ja wiem, że świat Twin Peaks wciąż tam jest na rozmaitych nośnikach w kolekcji, w razie potrzeby.
Co jakiś czas jednak sam o sobie przypomina, jak choćby nie dalej jak kilka tygodni temu, informując o śmierci Kennetha Welsha. Ale z całą sympatią dla odtwórcy roli diabolicznego Windoma Earla, strata Julee Cruise uderza jednak na zdecydowanie wyższym poziomie. Z prostej przyczyny – ona była Głosem Twin Peaks. Dopóki Lynch nie wprowadził do sezonu trzeciego elementu showcase’owego, to świat Twin Peaks brzmiał kompozycjami Angelo Badalamentiego, w których, jeśli już wprowadzał wokalizy, to kluczową rolę odgrywał wokal JC. I należy podkreślić dosłowność słowa „rola” – istotność muzyki (a tym samym głosu Julee) w świecie nie ogranicza się bowiem do podkładu dźwiękowego niemal każdej sceny. Julee Cruise sama się pojawiała na ekranie, jako „rezydentka” knajpy Roadhouse w której stałymi bywalcami są główni bohaterzy serialu. To Jej muzyka stanowiła kontrapunkt dla wydarzeń serialu, niczym w teatrze antycznym. Niesamowitą siłę miał osiągany przy tym kontrast, będący kolejnym dowodem zjawiskowości tego serialu – z jednej strony małomiasteczkowość, wożenie się na motocyklach i praktyki na bakier z prawem, a z drugiej oniryczny dream pop Julee.
Czy błogosławieństwo, jakim dla fanów Twin Peaks był udział Julee Cruise w tym świecie, był zarazem przekleństwem dla samej Julee i jej kariery muzycznej? Faktem jest, że autorskie wydawnictwa post-TwinPeaksowe, powstałe już bez udziału Lyncha i Badalamentiego, nie odbiły się już takim echem. Inna sprawa, że mówimy o dwóch albumach wydanych na przestrzeni prawie 20 lat i bardzo rozstrzelonej stylistycznie liście gościnek, na której z drobnymi wyjątkami trudno szukać nazwisk z A-listy (moim ulubionym brainfuckiem jest występ na albumie Handome Boy Modeling School w jednym utworze z Pharrellem Williamsem). Być może sama Julee czuła się w pełni spełniona ze swoimi dokonaniami, jednak uwzględniając FAKT (nie opinię, nie zapraszam do dyskusji), że mówimy u o wokalnej półce, na której znajdują się np. Elizabeth Fraser czy Lisa Gerrard – chyba mogło się to lepiej potoczyć. Niestety eteryczność głosu Julee okazała się mieć swoją datę ważności – wolałbym wyrzucić z głowy Jej występ na Twin Peaks UK Festivalu, gdzie po bardzo złym początku przestawiła się na pełen playback do końca koncertu.
„The Voice of Love” – tak brzmi tytuł drugiego albumu JC, mojego ulubionego zarazem – częściowo z utworami, które wylądowały na soundtracku do „Twin Peaks: Fire Walk with Me”. Chyba też najlepiej oddaje istotę zjawiska, jakim była ona sama.