rageman.pl
Muzyka

In Memoriam: Butch Trucks (11.05.1947-24.01.2017)

Jeśli ktoś myślał że 2017 rok będzie się różnił od minionego i ludzie, w tym ważni i lubiani przez nas artyści, przestaną umierać, to chyba czas zrewidować ten pogląd.

Nie napiszę o Trucksie tyle, na ile niewątpliwie zasłużył. Moja przygoda z The Allman Brothers Band zaczęła się dość późno i nie wryła się w moje serce i pamięć na tyle, bym wracał do niej specjalnie często. Southern rock nie jest gatunkiem darzonym przeze mnie jakimś większym uczuciem – taki np. Lynyrd Skynyrd jest mi totalnie obcy, a nie wiem czy jestem w stanie wymienić inne grupy z tego nurtu. Allmani pojawili się w moim życiu dzięki, a jakże by inaczej, mojemu Ojcu, który ma czuja do Dobrej Muzyki, niezależnie czy grają ją absolwenci studiów muzycznych czy kolesie z kowbojskimi kapeluszami.

Tym bardziej doceniam pojawienie się TABB w moim życiu, jako że zespół ten nigdy nie był specjalnie popularny w naszym kraju. Co jest o tyle dziwne, że do najpopularniejszych zespołów rockowych w tym kraju należy Dżem, który bez wątpienia stawiał Allmanów za jedno z głównych źródeł inspiracji, tak w samej materii muzycznej, jak i w podejściu do funkcjonowania w świecie muzycznym, z tą długowieczności pomimo przeciwności losu (oba zespoły dosyć tragicznie traciły swych członków) i traktowaniu instytucji zespołu praktycznie jako wielkiej rodziny (w przypadku Allmanów dosyć to dosłowne – grali tam zarówno bracia, jak i wujek z bratankiem). A tymczasem w ich rodzinnych Stanach to zespół o statusie kultowym, uwielbiany tak przez fanów jak i krytyków muzycznych. „Live At Filmore East” jest uznawany nie tylko za jeden z najlepszych albumów koncertowych w dziejach, ale i jeden z najlepszych albumów w ogóle. A czterech z siedmiu gitarzystów, jakich przewinęło się przez zespół w ciągu 45 lat istnienia, lądowało w Rolling Stone’sowym rankingu najlepszych gitarzystów świata.

No właśnie. Nie ma co ukrywać, że muzyka Allmanów stoi przede wszystkim gitarami i głosem/klawiszami Gregga Allmana. Ale nie można zapominać o fundamencie, jaki tworzyli Butch Trucks z Jai Johansonem. Fundament personalny, bo obok Gregga Allmana to jedyni muzycy którzy byli w zespole przez cały jego okres istnienia (Johanson miał dwuletnią przerwę w latach 80-tych), ale przede wszystkim muzyczny. Sam fakt posiadania w zespole dwie perkusje to nie byle co, ale co najwazniejsze – obie perkusje idealnie się uzupełniały. Johanson czarował ozdobnikami i jazzowym czujem, podczas gdy Trucks po prostu „napier**lał swoje”, gwarantując odpowiedni poziom rockowości. Bynajmniej jednak nie był to stereotypowy drwal, jaki najczęściej przewija się w rockowym światku, wikipedyści powołują się na jego zainteresowanie filozofią i literaturą.

Można powiedzieć, że dziś taka muzyka w Polsce jest dla nikogo – masy nie skumają, hipsterzy raczej nie znajdą tu pierwiastka „cool”, a fani juwenaliowego grania mają już swój Dżem. Mimo to, jeśli ktoś to czyta i sugeruje się tym co jest tu napisane, to przede wszystkim polecam koncertówki, których zespół ma trochę na koncie. Może nie byli wybitnymi songwriterami, ale to co napisali potrafili w warunkach koncertowych wznieść na kilkaset poziomów wyżej, praktycznie nie mając konkurencji w temacie koncertowej rockowej improwizacji.

W pierwszej kolejności sprawdźie wspomniany „At Filmore East”. Co tu się dzieje, paaaaaaaaaaaaaaaanie….

 

Leave a Reply