In Memoriam: Andy Fletcher (08.06.1961-26.05.2022)
26 maja załamał się świat każdego psychofana Depeche Mode (jak wiadomo, DM innego rodzaju fanów nie mają) – w wieku 60 lat zmarł Andy Fletcher… zaraz, kto?
Nie jest często spotykane, by w notce na wikipedii na temat danego artysty cały akapit był poświęcony rozważaniom co do jego roli w zespole, w którym gra. Fakty nt. Andy’ego są takie – przez 40 lat istnienia Depeche Mode nie podpisał się pod ani jedną piosenką choćby jako współautor (a mówimy o 14 albumach, czyli lekko ponad setce utworów). Nie wiadomo nawet czy na tych albumach gra – co do zasady creditsy albumów DM tylko wymieniają aktualny skład zespołu, bez precyzowania ich wkładu w dane dzieło. Co do koncertów to niejeden obiektywny fan miał wątpliwości, czy poza zagrzewaniem do klaskania coś faktycznie na stojących przed nim klawiszami gra. Innymi słowy – jest to ta nisza członków zespołów, do której należy Skiba z Big Cyca i zapewne połowa Slipknota.
A jednak dla każdego fana DM „Fletch” był równie istotnym członkiem zespołu co Gahan czy Gore i grubą niesprawiedliwością jest sprowadzanie go do roli przydupasa zespołu czy kogoś kto tylko pobiera wypłaty z banku. Zaczynając od tego, że to właśnie AF kładł podwaliny pod „Depeszów” jeszcze w latach 70tych wraz z Vince Clarkiem (który opuścił zespół tuż po pierwszej płycie, by w Erasure naśladować Abbę). Przede wszystkim dla fanów DM był tym, który trzymał zespół w ryzach – zwłaszcza w późniejszych latach, po odejściu Alana Wildera, kiedy ambicje Gahana i Gore’a zaczęły rozsadzać zespół od środka. To on był łącznikiem między zespołem a światem zewnętrznym, prowadzącym komunikację z fanami itp. Idąc w górnolotne określenia można się spierać, czy był sercem, duszą, czy może jednak bardziej mózgiem zespołu – bo nie jest tajemnicą, że na nim spoczywało też wiele z aspektów biznesowych funkcjonowania zespołu.
Ostatnim komunikatem na profilach społecznościowych zespołu jest wiadomość o śmierci i zapewne przez długi czas to się nie zmieni. Ale absolutnie nie byłbym zdziwiony tym, gdyby kolejnym newsem była decyzja o rozwiązaniu zespołu – zniknęło ostatnie spoiwo trzymające przy sobie panów G. Z drugiej strony – może właśnie ta tragedia zbliży ich jak nigdy nic wcześniej? Czego jako, pomimo wielokrotnego wystawiania na próbę, wierny fan DM sobie i Wam życzę.