rageman.pl
Muzyka

Hey – Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!

rok wydania: 2009

wydawca: QL Music

 

uwaga! sensacja! rageman pisze o plycie calkiem swiezej!

no ale w koncu to Hey. wciaz chyba jednak moj ulubiony polski zespol. albo przynajmniej – polski zespol, z ktorym jestem najbardziej zwiazany. ile to juz lat, gdy pierwszy raz uslyszalem  TEN wokal… i chociaz roznie bywalo, to jednak wciaz kibicuje im z calego serca.

i wreszcie to kibicowanie sie hmmm ziscilo. Hey nagral prawdopodobnie najlepsza od lat plyte.

kiedy pierwszy raz uslyszalem singlowy „kto tam? kto jest w srodku?” oniemialem. dawno nie mieli takiego singla. przede wszystkim – tak dobrego. ale tez – tak pozytywnie brzmiacego. oczywiscie od Nosowskiej nie ma co oczekiwac tekstu o pszczolkach, kwiatuszkach i jajecznicach. ale instrumentalnie jest to wrecz hiciarska sprawa. i to hiciarska w bardzo nowoczesny sposob. eska to moze niekoniecznie, ale na eskarock to juz powinno regularnie smigac (byc moze tak jest, nie wiem, slucham okazyjnie). ale o brzmieniu plyty za chwile.

a jednak po przesluchaniu calosci stwierdzam, ze ten singiel to zmylka byla. przewaza klimat neurotyczny, depresyjny, czy tez moze po prostu jesienny. troche szkoda, choc przeciez za takie wlasnie granie ich pokochalismy, nieprawdaz?

teraz bedzie juz jednak same slodzenie. przede wszystkim – wybornie sie tej plyty slucha. aranzacyjny i brzmieniowy majstersztyk. dawno nie bylo tak eklektycznie brzmiacej plyty w ich repertuarze. a niech mnie – mozna porownywac do „Karmy”. i choc jej oczywiscie nie przeskakuje, to jednak moze byc tym dla kariery Hey’a nowego wieku co tamto arcydzielo dla Hey’a ery Banacha. z ta roznica, ze w tym przypadku nie ma co sie juz martwic o komercyjne niepowodzenie – plyta zgarnela platyne w ciagu tygodnia. a gdybysmy zawezyli perspektywe tylko do Heya z Pawlem Krawczykiem na pokladzie, to porownanie nasuwa sie z „Music Music”, gdzie tez bylo sporo elektroniki, momentami wrecz hiphopu. tyle ze tam z kolei zabraklo dobrych piosenek.

dlatego najrozsadniej byloby porownac ten album do „Unisexblues” Nosowskiej sprzed 2 lat. bo choc nie ma tu Marcina Macuka (jest za to Marcin Bors, ktory wymienil na fotelu producenta troszke juz przebrzmialego Leszka Kaminskiego), to brzmienie jest bardzo Macukowate. niby wykorzystujace brzmienia akustyczne, zywe instrumenty, a jednak brzmiace mega syntetycznie. az mozna popasc w rozkmine, jak w tym wszystkim odnalezli sie hardrockowiec Zabielowicz, punkowiec Chrzanowicz czy Ligiewicz, ktorego beaty przybieraja coraz sztuczniej. dodajmy tak na marginesie, ze w sesji zespol wspomagal m.in. Przemek Myszor z Myslovitz.

zaznaczmy jednak od razu – w calej tej zabawie dzwiekiem nie zapomnieli zawrzec emocji, nie zapomnieli o Piosenkach. takze najlepszych od lat (choc pod tym wzgledem nie dam powiedziec zlego slowa o poprzedniku, „Echosystemie”). niesamowicie rozwijajacy sie otwieracz „Vanitas”. oparty na genialnym w swej prostocie bicie „Chinski Urzednik Panstwowy”, okraszony wbrew tytulowo hiszpansko tracacym refrenem. prowadzony genialnym basem track tytulowy, w zwrotkach bardzo luzno kojarzacy sie z „Supermassive Black Hole” Muse. czy tez „Boje sie o nas”, z wokalem Kaski w swym najpiekniejszym wydaniu. cala plyta zreszta wiele zawdziecza magii jej glosu. moze tekstowo to juz nie ten poziom co sprzed 10 lat, moze sporo w tym banalu i powtorek, ale umowmy sie – to jest nieosiagalny poziom dla 3/4 teksciarzy w tym kraju. „zaglada kwiatow trwa, koncentracyjny parapet w domu mam”, by wymienic jednego z mych faworytow. wciaz Swieta Trojca polskiego teksciarstwa obok Tymanskiego i Janiszewskiego.

oczywiscie znajda sie zrzedy, trujace ze relikt polskiego rocka probuje gra „po nowoczesnemu”. ze zeruje na gawiedzi nieznajacej Flaming Lips, Les Savy Faw. ze chce cos uszczknac z sukcesow Franz Ferdinanda czy Interpola. ze zauwazyli szacunek, jakim jest darzony przez krytykow The Car Is On Fire. itepe itede. ja wole to widziec w ten sposob, ze ekipa trzyma reke na pulsie. ze Unplugged’em dla Mtv pozegnali sie ostatecznie z brzmieniem lat 90tych. i ja to kupuje w pelni. a jesli dzieki nim ktos odkryje takie brzmienia, jesli dzieki koncertom Hey’a ludziska zauwaza Muchy czy Hatifnats, no to wypada byc im tylko wdziecznym.

moze nie powinienem wydawac takich osadow po jednym dniu obcowania z tym albumem, ale dla mnie to zdecydowanie najlepszy album post-banachowej ery. ktory bedzie tyko zyskiwal z kazdym odsluchem. i tylko sie tak zastanawiam – czy przy tak brzmiacym Hey’u potrzebna jest jeszcze Nosowskiej dzialalnosc solowa?

(watek dla gadzeciarzy: do plyty dolaczono dvd z filmem autorstwa Sky Piastowskie [„Ze zycie ma sens” przede wszystkim]. niby to tylko dokument o powstawaniu plyty, ale jednak rzecz oscarowa, formalnie genialna. a ze calosc trwa ponad godzine, to nie widze problemu z poslaniem tego zamiast jakiejs artystycznej skamieliny Zulawskiego czy innego Zanussiego)

 

najlepszy moment: KTO TAM? KTO JEST W ŚRODKU?

ocena: 8/10

Leave a Reply