rageman.pl
Muzyka

Hey – Heledore

rok wydania: 1995

wydawca: Izabelin

 

o „Ho!” juz kiedys bylo, „Live!” to limitowane wydawnictwo, wiec srednio kanoniczne. zanim jednak przejdziemy do trzeciej duzej plyty Hey’a o tytule „?”, slow kilka o EPce „Heledore”.

jakos niestety nie przyjal sie w Polsce rynek singli. z EPkami tez sytuacja nigdy nie byla wesola. a szkoda. bo o ile single to produkt o prominencji prawie czysto komercyjnej, tak nierzadko EPki, jak historia pokazuje, moga byc wydawnictwami o znaczeni historycznym. sa zespoly, ktorym lepiej wychodzi absorbowanie sluchacza w 6 numerach niz 12. bywa tez w przypadku EPek zapowiadajacych pelnowymiarowy album, ze zawieraja lepsze utwory niz te, ktore ostatecznie trafia na pelnego CeDeka.

moze nie jest tak akurat w przypadku „Heledore”, ale warto jednak znac to wydawnictwo. historyczny mogl byc na pewno szok, jaki wywolaly numery z tego minialbumu u coponiektorych. „wolta stylistyczna” to byloby przesadzone okreslenie, ale na pewno wiekszy przeskok w jakosci jest z „Ho!” na „Heledore” niz z „Fire” na „Ho!”.

przede wszystkim  – to juz jest ewidentnie TA Nosowska. transformacja w jednego z najlepszych teksciarzy III i kolejnych RP dokonal sie w pelni. do dzis bede pamietal podekscytowanie panoszace sie w rodzinie kozlowskich i osipiakow w zwiazkuz tekstem do „Z Jednej krwi”. „(…) Z tepym usmiechem patrzyli jak plona czerwone kalafiory”… Bajka. troche pozniej, gdy juz w pelni wchlonalem uwielbienie dla „Twin Peaks”, zajarzylem dwuznacznosc „Heledore Babe”. nie widzialem nigdy Nosowskiej wypowiadajacej sie o serialu Lyncha, ale nagromadzenie w tekscie takich slow jak Josie, Cooper czy Bob przypadkiem byc nie moze i juz.

co do muzyki natomiast… akurat tylko „Z jednej krwi” sie ne zalapal na duzy album. bardzo, bardzo nieslusznie. bo to dobry drogowskaz, jesli chodzi o granie”nowego” Hey’a. jesli grunge, to mudhoney predzej niz, dajmy na to, alice in chains. ogolnie blizsze te wszystko kawalki nowe szeroko pojetemu alternatywnemu rockowi niz seattle sound. choc sporo wciaz w pracy gitar szacunu dla hardrockowych tuzow. czy nawet bluesa – vide „Aniol”.

sporo tu zreszta kombinowania i wyobrazni. w „Musli” gitarowe kombinowanie brzmi jakby zabielowicz przez chwile poczul sie tomem morello. „Aniol” to, ekhm, MROK z „Zobaczysz” kilkukrotnie spotegowany. natomiast „As raindrops fell” to jedna z najcharakterystyczniejszych partii perkusyjnych Ligiewicza.

troche to w sumie paradoks – niby zaden numer nie wpada tu tak w ucho jak hiciory z „Fire”, ale nie mam watpliwosci, ze Hey na „Heledore” jest zwyczajnie lepszym zespolem. i wciaz sie dziwie, jak to sie stalo, ze przy tak dojrzalym, malo przebojowym brzmieniu udalo im sie zachowac status ulubiencow nastolatek. takich, do ktorych kierowana jest tylna czesc okladki. dziewczynki zapatrzone w „Piotrka” maja zdjecie „Piotrka”, a licealistki idealizujace „Kasie” maja specjalnie podbarwione zdjecie swej idolki. wyobrazacie sobie plakat w Bravo z Kim Gordon?

 

najlepszy moment: Z JEDNEJ KRWI

ocena: 7,5/10

Leave a Reply