rageman.pl
Muzyka

Hey – Fire

rok wydania: 1993 (reedycja: 2001)

wydawca: Izabelin

 

swieta swieta i po swietach. czas wreszcie wrocic do normalnosci. oto obiecana seria notek – uzupelnimy omowienie dyskografii Hey’a.

no wiec zaczynamy w roku ’93. na zachodzie znow rzadza „szczere gitary”. zamiast pudelmetalowego i pseudohardrockowego szitu, tapirowamych glow i plastiku wylewajacego sie w klipach – secondhandowe ciuchy, tluszcz we wlosach i brak perspektyw w tekstach. moznaby sie wysluzyc terminem „grunge”, ale poczatek ubieglej dekady to przeciez tez pavement, rhcp czy sonic youth.

wprawdzie nie ma co ukrywac, ze polska na poczatku lat 90tych byla w kulturowej i cywilizacyjnej dupie, ale niektorzy trzymali reke na pulsie. zwlaszcza ci znad morza, co im wujek marynarz dostarczal plyt z zagranicy. np mieszkancy szczecina.

mozna czasem uslyszec, ze Hey narodzil sie jako produkt, obmyslony przez obrotna szara eminencje polskiego showbizu, katarzyne kanclerz, co to dekade pozniej zajmowala sie kariera np ich troje. no bo jak to, w duzej wytworni debiutuje zespol grajacy to co najwieksi na zachodzie? no zwyczajna maszynka do robienia pieniedzy, jak nic! warto jednak zwrocic uwage na dwa drobne elementy. poczatek ubieglej dekady to w Polsce narodziny Fonografii – juz bez kaset taktu, bez prlowszczyzny w kulturze, z zpavem i majorsami, ktorzy znacznie bardziej otwarci byli na wydawanie polskiej nuty. po drugie – czlonkowie hey’a to nie byly takie zupelne naturszczyki muzyczne, nastolatki z biznesplanem w glowie zamiast muzyka w sercu. banach zblizajacy sie do trzydziestki byl juz znany tu i owdzie jako Kolaborant, a i reszta miala mniejsze doswiadczenia z graniem. prosze wiec uniewinnic moich klientow.

no i byc moze najwazniejsze – jak na  produkt brzmi ta plyta dosyc chujowo. nawet jak na Polske sprzed 15 lat. zero selektywnosci, zero dolow, jakas wynaturzona forma poglosu „Ten” Pearl Jama. makabra. znacznie dobrze zrobiloby tej plycie odchudzenie jej z paru kawalkow, bo 18 numerow to troche gruba przesada. nawet jesli srednio trwaja 2-3 minuty.

tyle wad. teraz bedzie slodzenie. juz na wysokosci debiutu mozna Hey zaliczyc do sortu kapel, w ktorym znajduja sie tez stone temple pilots czy silverchair. czyli przy wykorzystaniu cudzych patentow budujemy cos swojego. zainspirowane, same bedace inspirujacymi. a w kontekscie polandii to rzeklbym nawet cos o rewolucyjnosci. cool kids of death ubieglej dekady. powiew swiezosci, inicjujacy bardziej „swiatowe” myslenie o muzyce, tak wsrod sluchaczy, jak i muzykow. nie trzeba wiec lubic „Fire”, ale warto docenic.

a poza tym to kopalnia evergreenow, o ktorych ci wszyscy swiatowcy zzymajacy sie na ogniskowa zasciankowosc polskiej muzyki marza skrycie po nocach. „Moja i Twoja Nadzieja”, najjasniejszy przyklad. moze i traci balladami Perfectu, ale to naprawde przepikna melodyja i pozornie banalny tekst. wersja z Przenajzajebistsza Edyta Bartosiewicz to cudo, ale ladne tez jest podejscie akustyczne z panem andrzejem z Kobranocki. „Eksperyment”… tekstom na „Fire” daleko do szczytow mozliwosci Nosowskiej, ktore zajawi na pozniejszych cedekach, ale „E.” chyba najlepiej tutaj pokazuje jej potencjal. cudny dysonans miedzy ultrapozytywna melodia i niezupelnie-optysmistycznym-tekstem. „Teksanski” – WIADOMO. „Zazdrosc” – PATRZ WYZEJ. choc tu drobna uwaga, ze z balladowych momentow plyty wiekszy blogostan wywoluje „Dreams”.

a w to cale hiciarskie towarzystwo wpakowano numery byc moze najciezsze i najdynamiczniejsze kawalki Hey’a w historii. „Schisophrenic family”, „Desire”, „Flowers For Titus” (nawiazujacy do lidera Acid Drinkers tylko w tytule jednak) czy kapitalny „Zobaczysz” z tekstem Stachury, w klimacie jakby zapowiadajacy „Aniola”.

gdyby nie to, ze w przyszlosci pokaza ze stac ich na znacznie wiecej, bylaby znacznie wieksza ocena. bo to klasyczny debiut, nawet z jego wspomnianymi wczesniej wadami. a, i poszukajcie lepiej na allegro oryginalnego wydania- reedycja z serii „Niepokonanych” to oszpecona grafika i nic wiecej.

 

najlepszy moment: MOJA I TWOJA NADZIEJA (feat. Edyta Bartosiewicz)

ocena: 7,5/10

Leave a Reply