rageman.pl
Film

Help!

rok: 1965 (reedycja dvd: 2007)

reżyseria: Richard Lester

 

beatlemania w mojej glowie.

chodzi o to, ze dorwalem dwuplytowe wydanie dvd tego filmu. rzecz wydano w tamtym roku, wlasciwie bez specjalnej okazji. no ale nalezalo to uczynic, tym bardziej ze efekt jest genialny.

przede wszystkim chodzi o to, ze film odrestaurowano. i wyglada to wprost kapitalnie. jesli ktos mialby za duzo wolnego czasu, to powinno sie kazdy stary film w ten sposob potraktowac. ktos moze sie oburzyc ze swietosci nie nalezy ruszac, ze to klimat jest blablabla. spiesze wiec z wyjasnieniem – widac ze to obraz z epoki. chodzi o to, zeby dalo sie go ogladac.

skoro juz jestesmy przy okolofilmowych sprawach… jak bylo wspomniane, wydanie dwuplytowe. film nie jest dlugi, wiec cala druga plytka to dodatki. m.in. o procesie restaurowania wypowiadaja sie odpowiedzialne za to osoby. no i sa wspomnienia osob zaangazowanych w film. rezyser, aktorzy, producenci, kaskaderzy… no tylko tych najwazniejszych osob nie ma. czyli fab four. a wlasciwie jej zyjacego odlamu w postaci mccartneya i starra. w sumie szkoda. slychac wprawdzie ich wypowiedzi, ale sa to archiwalne fragmenty wywiadow. no nic. na pocieszenie jeszcze trailery (wow, ale sie w tej dziedzinie pozmienialo troche) i reklamy radiowe. a na dokladke w ksiazeczce dolaczonej do wydania mamy przedmowe autorstwa martina scorsese. czyli wypas.

no ale nam tu glownie chodzi o film. sa osoby ktore nie przepadaja za tym filmem i stawiaja wyzej a hard day’s night czy yellow submarine (choc to troszke inna bajka, doslownie i w przenosni). w sumie mozna to zrozumiec. otoz chodzi o to, ze ten film jest pionierski. ze tutaj wymyslono humor, ktory monty python doprowadzi do perfeksji. czyli totalna abstrakcja, wymieszana z brytolskim klimatem. nie wiem na ile to zasluga rezysera czy bardziej scenarzysty. z dodatkow mozna sie jednak dowiedziec, ze w tym czasie liverpoolska czworka chodzila non stop zbakana i wiekszosc ich dialogow to improwizacja. i to widac i slychac. nie mowiac juz o tym, ze czasem mozna dojrzec czerwien w ich oczach.

dialogi to jedno, ale sam pomysl na film to czysta abstrakcja. otoz chodzi o to, ze jest sobie wschodni kult, ktory oddaje czesc bogini kaili czy jakos tak. niestety w ostatniech chwili, w trakcie ceremonii, okazuje sie, ze szczesciarz ktory ma zostac zlozony w ofierze nie ma pierscienia na reku, niezbednego w tym zabiegu. okazuje sie, ze pierscien aktualnie nalezy do perkusisty slynnych the beatles. tak wiec zaczyna sie wielkie polowanie na starra i jego kumpli. a do poscigu przylaczaja sie szaleni naukowcy i policja scotland yardu. czyli jest dziwnie. mieszanina klimatow jamesbondowskich z campowa stylistyka. okej, momentami jednak ten humor traci myszka, momentami zarty sa nie do skumania dla osoby z innej czasoprzestrzeni. ale jednak niektore sceny rozwalaja na lopatki. no a poza tym… no kurde, przeciez to The Beatles! w film mamy zreszta wplecione piosenki takie jak „ticket to ride” czy „you’ve got to hide your love away”, wiec jest jeszcze cudowniej. swoja droga, mowi sie, ze to jak w filmie potraktowane zostaly te numery dalo poczatek stylistyce wideoklipowej.

no czy jeszcze trzeba namawiac by obejrzec to cudenko?

 

najlepszy moment: HELP!

ocena: 8/10

Leave a Reply