Gunplay – Inglorious Bastard
rok wydania: 2011
wydawca: DIY
Dobra, kończymy z koleżką.
Nawiązanie okładkowo-tytularne do słynnego dzieła Quentina Tarantino teoretycznie powinno być odbierane wyłącznie w kategoriach humorystycznych. Biorąc jednak pod uwagę fakt, iż Gunplayowi zdarzyło się być oskarżanym o sympatie pronazistowskie (raczej nieczęsto zdarza się, by ktoś tatuował sobie swastykę na plecach, a jeszcze rzadziej zdarza się to u czarnoskórych, więc w sumie LOL; inna sprawa, że swastyka – jak słusznie zauważył w jednym z wywiadów Gunplay – została ograbiona ze swego pierwotnego znaczenia), całość nabiera dodatkowego smaczku. Szkoda jednak, że równie ryzykownych chwytów zabrakło w samej muzyce. Chyba że kogoś grzeje kolejna porcja trapowych bitów, ficzuringi Rick Rossa i Waki Flocki Flame oraz kolejny powrót Diddy’ego do rapowania. Swoją drogą zauważyliście, jak niewiele gwiazd gatunku sprzed lat zasymilowało się ze współczesnym rap-środowiskiem? Jay-Z, Snoop, Eminem czy Nas jeszcze jakoś się odnaleźli. Ale gdzie DMX, Pharrell, Ja Rule czy Redman? Tego ostatniego nie przypadkiem tu przywołuję, gdyż w rapie Gunplay’a da się odczuć podobny poziom zwichrowania psychicznego co u partnera Method Mana, a i wizualnie nawet całkiem podobni. Nie muszę oczywiście dodawać, co ich różni. Całkiem udane „Miss Me” czy „All On You” w niewielkim stopniu tę różnicę niweluje.
najlepszy moment: ALL ON YOU
ocena: 6,5/10