B.R.O & DJ Tuniziano – Zabójcza B.R.Oń
rok wydania: 2012
wydawca: Wielkie Joł
Dawno polskich rapsów tu nie było, co?
Cóż, w kwestii przewidywania przyszłości wypadam gorzej nawet od Majów. Omawiając EPkę B.R.O. „Next Seven” w wakacje ’11 niespecjalnie wróżyłem mu przyszłość w polskim rapie. OK, bądźmy szczerzy – tak byłem o tym przekonany, że ominął mnie moment, kiedy chłopak awansował do rapowej ekstraklasy. Może nie czołówka tabeli, ale umówmy się – trzecie miejsce na OLiSie i 60 tysiaków fanów o czymś swiadczą, choć oczywiście dostrzegam kuriozalność sytuacji mierzenia popularności za pomocą sprzedaży płyt W POLSCE i fejsbuka. Należy się zjawisku przyjrzeć bliżej.
Jak wiadomo, w XXI wieku, zwłaszcza w rapowym gatunku, miarą popularności jest także liczba hejterów. I w tej kategorii B.R.O może poszczycić się sukcesami. Od których bynajmniej się nie odżegnuje – nie zdziwiłbym się, gdyby jego pierwszy tatuaż głosiłby hasło „psy szczekają, karawana jedzie dalej”. Dobra, drobna uszczypliwość. Choć skubany prowokuje, aby z czystej przekory popłynąć z tematem razem z innymi. Tyle, że akurat ja nie mam problemu z tym, że chłopak zgrywa kozaka większego niż Sienkiewiczowski Bohun. Bo kiedy to niby pewność siebie, nawet na granicy przesady, stała się wadą? Nie mam też problemu z tym, że z perspektywy postronnego obserwatora młodzian zachował się cokolwiek niepoważnie, w ostatniej chwili decydują się na wydanie debiutanckiego legala w Urban Records zamiast Wielkie Joł. Oficjalnie Wielkie Joł dalej wspiera go swym patronatem, więc jeśli wytworzyły się jakieś kwasy z tego powodu, to sprytnie zamietli je pod dywan i nie ma co ich stamtąd wyciągać. Inna sprawa, że można poczytywać to za świadomość tego, co chce się osiągnąć – a z całym szacunkiem dla WJ, ale trudno nie zauważyć, że mają dość specyficzne podejście do wspierania wydawnictw innych niż tych sygnowanych przez Tedego (WuWunio, ja wciąż czekam).
Problem mój z B.R.O jest znacznie bardziej prozaiczny – za dużo rapuje o Niczym. No chyba, że ktoś lubi słuchać rapu o byciu zajebistym i olewaniu hejterów (hmm, jak zauważyliśmy w pierwszym akapicie – całkiem dużo osób). Owszem, jestem świadom swojej hipokryzji, rozpisując się dzień w dzień o rapsach zagranicznych, których zakres tematyczny jest równie szeroki, a mimo to niespecjalnie ten fakt krytykując. Ale parafrazując Andrzeja Wajdę – jestem Polakiem, więc słucham po polsku i zwracam uwagę na to, co się do mnie rapuje. Choć gwoli sprawiedliwości to problem nie dotyczy tylko B.r.o. Ba, nie dotyczy nawet tylko młodych raperów, ale i całego ich pokolenia. Tu moglibyśmy polecieć w sporą rozkminę socjologiczną, który uformowałaby się niechybnie w jeden wielki diss na coraz głupsze społeczeństwo. Nie miejsce jednak na to, więc spuentuję wywód w ten sposób – B.R.O rapuje o niczym, bo o czym niby ma rapować? O fejsbuku? O ajfonach? O piąteczkach, zarówno tych w dzienniku, jak i w kalendarzu?
Ale, ale. Nawet jeśli finalnie storytelling w „3 dniach” wypada raczej średnio, to pokazuje on, jak i diss w „Czysta Brudna Prawda”, że mając konkretny temat chłopak potrafi wykrzesać z siebie sensowne wersy. Więc może warto poczekać, aż chłopak skolekcjonuje więcej doświadczeń życiowych, które przerodzą się w konkretną treść. Bo akurat forma już jest i to akurat trudno zakwestionować. No, chyba że się jest już nawet nie hejterem, a debilem.
(o DJ Tuniziano i serwowanych przez niego blendach świadomie ani słowa; to przecież oczywiste, że głównie im ocena mikstejpu jest taka a nie inna)
najlepszy moment: POMIMO WIATRU
ocena: 7/10