Green Jelly – Three Little Pigs
wydawca: Zoo
nie chce mi sie i tez nie mam w ostatnich dniach zbytnio czasu omawiac longplejow. wiec znow o singielku.
pamietacie Green Jelly? byc moze nawet najwieksi najntisofile ich nie kojarza. trudno sie dziwic. mowimy raczej o jednym z wiekszych rockmetalowych one-hit-wonderow. na dodatek jesli chodzi o, hm, kostiumowy rock to lata 90te nalezaly jednak do Gwar. choc naprawde Green Jelly’om niewiele brakowalo do Absolutu.
wspomniany jeden jedyny hit to wlasnie „Three Little Pigs”. zbieznosc nazw nieprzypadkowa – GJ wybil sie na opowiedzeniu na nowo klasycznej o trzech swinkach. oczywiscie temat potraktowana z rockandrollowa swada. wiec jedna ze swinek jest gitarzysta metalowym, druga skopcona fanka (fanem?) Boba Marleya. sam antagonista pomyka na harleyu, a tytulowe wieprzowinki koniec koncow zamiast same wymyslec pulapke na natretnego wilka dzwonia po… Rambo (Stallone „goscinnie” na wokalu). a sama piosenka? zajebisty riff, „skradajace sie” tempo calosci, zulersko rockowy wokal… dobra, Monty Python to to nie jest. ale zeby Jedna Z Najgorszych Piosenek Metalowych Wszechczasow? bez przesady.
poza dwiema wersjami „TLP” (radiowa, pozbawiona przede wszystkim intra i normalna, albumowa) mamy jeszcze track „Obey The Cowgod”. „klekaj przede mna i spijaj me mleko”, tego typu klimaty. a instrumentalnie totalna zrzyna z „Ace Of Spades”. az dziw, ze podpisali rzecz swymi ksywami.
a czy Green Jelly ma cokolwiek wspolnego z poprzednia notka. ano ma. otoz glosu swinkom uzyczyl mr Maynard JK, a na perkusji w GJ terminowal jego kolega z Toola, Danny Carey. i byc moze to jest najsmiesniejszy aspekt tego wydawnictwa.
najlepszy moment: THREE LITTLE PIGS
ocena: 7/10
