Ghost World
reżyseria: Terry Zwigoff
film ktory nie zmienia ci zycia, twojego swiatopogladu, twojego kierunku na zycie. przynajmniej ja pozostalem nienaruszony. ale oglada sie go wybornie, a przy tym i w formie i w tresci jest czyms znacznie wiecej niz popcornowa papka.
dwie swiezo upieczone absolwentki liceum (czy tam high school, jak to w hameryce mawiaja). dwie totalnie cyniczne, swiadomie alienujace sie typiari. w swiecie rojacym sie od pozerow, pajacow, debili i kretynek. ameryka, jaka znamy chociazby z „beavis & butthead” czy „daria”. nazwy nieprzypadkowe, bo w koncu Ghost World to ekranizacja komiksu. a i glowne bohaterki to cos jakby daria razy dwa.
no i jest jeszcze seymor (steve buscemi, miszcz!!!). czlowiek przegiety zyciowo, freak pasjonujacy sie starymi winylami z bluesem. generalnie to dla spoleczenistwa – nieudacznik zyciowy. i tak pocaatkowo traktuja go nasze kolezanki, robiac mu tak zwanego psikuja typu „zadzwonimy, umowimy sie na randke i nie przyjdziemy”. tyle ze tej bardziej glownej bohaterce – Enid – robi sie w pewnym momencie kolesia szkoda. bo, bedac sama totalnbym freakem, czuje z tego typu ludzmi bratnosc dusz. wiec najpierw jest zal, potem przyjazn, a na koncu…
niet, happy endu nie bedzie. bo film, ktory na poczatku sprawia wrazenie komedii amerykanskiej, gorzkiej ale jednak komedii, w pewnym momencie zmienia sie w dramat, by na koncu roztoczyc aure bajkowosci. final filmu do dowolnej interpretacji. ja jestem zauroczony.
o Steve Buscemi to wspomnielismy. ale mamy tu takze w roli darii 2, a wlasciwie becky, wtedy jeszcze malo znana scarlett johansson. bez makijazu, bez sztafazu. wcale nie wiem czy ona taka ladna. albo moze sie po prostu wyrobila, who knows. wiem jedno. glowna rola Enid w wykonaniu Thory Birch to mistrzostwo swiata. ona ma cynizm wypisany na twarzy. a przy okazji – jedna z najbardziej niesamowitych dup hollywoodu. ah.
najlepszy moment: SKAD JA ZNAM TEGO KOLESIA?
ocena: 7,5/10
