rageman.pl
Film

Ghost World

rok: 2001

reżyseria: Terry Zwigoff

 

Film który nie zmienia ci życia, twojego światopoglądu, twojego kierunku na życie. Przynajmniej ja pozostałem nienaruszony. Ale ogląda się go wybornie, a przy tym i w formie, i w treści jest czymś znacznie więcej niż popcornowa papka.

Dwie świeżo upieczone absolwentki liceum (czy tam high school, jak to w hameryce mawiają). Dwie totalnie cyniczne, świadomie alienujące się typiary. W świecie rojącym się od pozerów, pajaców, debili i kretynek. Ameryka, jaką znamy chociażby z „Beavis & Butthead” czy „Darii”. Nazwy nieprzypadkowe, bo w końcu „Ghost World” to ekranizacja komiksu. A i główne bohaterki to coś jakby Daria razy dwa.

No i jest jeszcze Seymour (Steve Buscemi, miszcz!!!). Człowiek przegięty życiowo, freak pasjonujący się starymi winylami z bluesem. Generalnie to dla społeczeństwa – nieudacznik życiowy. I tak początkowo traktują go nasze koleżanki, robiąc mu tak zwanego psikusa typu „zadzwonimy, umówimy się na randkę i nie przyjdziemy”. Tyle że tej bardziej głównej bohaterce – Enid – robi się w pewnym momencie kolesia szkoda. Bo, będąc sama totalnym freakiem, czuje z tego typu ludźmi bratność dusz. Więc najpierw jest żal, potem przyjaźń, a na końcu…

Niet, happy endu nie będzie. Bo film, który na początku sprawia wrażenie komedii amerykańskiej, gorzkiej ale jednak komedii, w pewnym momencie zmienia się w dramat, by na końcu roztoczyć aurę bajkowości. Finał filmu do dowolnej interpretacji. Ja jestem zauroczony.

O Stevie Buscemim to wspomnieliśmy. Ale mamy tu także w roli Darii 2, a właściwie Becky, wtedy jeszcze mało znaną Scarlett Johansson. Bez makijażu, bez sztafażu. Wcale nie wiem czy ona taka ładna. Albo może się po prostu wyrobiła, who knows. Wiem jedno. Główna rola Enid w wykonaniu Thory Birch to mistrzostwo świata. Ona ma cynizm wypisany na twarzy. A przy okazji – jedna z najbardziej niesamowitych lasek Hollywoodu. Ach.

 

najlepszy moment: SKAD JA ZNAM TEGO KOLESIA?

ocena: 7,5/10