rageman.pl
Muzyka

Fruhstuck – Mud

5frumudrok wydania: 2005

wydawca: Noise Lab

 

Tańczy tańczy tańczy chrześcijanin…

No tak, bo jak już nieraz przy okazji pisania o Frühstücku było, grają oni tzw. chrześcijański rock. Co jest jeszcze głupszą szufladką niż grunge. No bo nawet jeśli Frühstück i P.O.D. przekaz mają podobny, to jak to ma się do samej muzyki? Nie ma się. Więc lepiej powiedzmy tak: Frühstück gra melancholijny rock z chrześcijańskim przekazem. I w tym kraju robią to najlepiej.

Nie chcę dyskredytować wartości tego, co robi Litza, Maleo, Budzy czy z drugiej strony – Pneuma. Ale widziałem Frühstück na żywo, widziałem solowy występ wokalisty Martijna i jedno mogę stwierdzić na pewno – wierzy w to co wyśpiewuje całym sercem. Call it nawiedzenie, dla mnie to była naprawdę przepotężna sprawa. Przy czym ten przekaz w samych dźwiękach nie jest oparty na sloganach typu „idź w stronę światła”, „Jezus Cię zbawi” itp. No, trudno aby to brzmiało specjalnie bezpośrednio, jeśli jednak wspomnimy o tym, że Martijn jest Holendrem i korzysta tylko z języka angielskiego. Anyway, dążę do tego, że warto zwrócić na ten zespół uwagę, nawet jeśli jest się wyczulonym na tego typu religijną otoczkę. Tym bardziej że muzyka też zacna. Również z tej epki.

Trzy numerki premierowe. Wszystkie właściwie oparte na podobnym schemacie. Średnio-szybkie tempa, lajtowe rockowe granie, choć produkcja cięższa niż np. u Coldplaya, no i TEN wokal. Jak już kiedyś wspominałem, kojarzy się to z polskim Oceanem, chociaż całość, choć melancholijna, to nie ma tak depresyjnego wymiaru. No i Frühstück zdecydowanie rzadziej trąci nu-metalem. Generalnie zajebiście miło się słucha Frühstücka, chociaż problem jest w melodiach. Są, ale dosyć ciężko je wyłuskać. Dlatego w większej, albumowej dawce bywają ciężkostrawni. Ale na rzeczach typu epka – nie ma problemu.

Chociaż chyba i tak najfajniej wypada „Pokora”. Polski tytuł, ale tekst bez wyjątku po angielsku. To co wyróżnia pieśń to ficzuring orkiestry kameralnej R20, przez co całość wypada dostojniej. A że sam numer (pochodzący z płyty „Muza”) piękny, balladowy… Na 2005 rok miała to być zajawka pełnej płyty nagranej w ten sposób, której wciąż się nie doczekaliśmy.

No i jest tu jeszcze prezentacja multimedialna. Nie wiem czy to wina mego flasha, ale troszkę pokracznie ten dodatek chodzi. Chociaż i tak szacun za trud. Jest co czytać, bo rzecz dotyczy dziesięcioletniej już historii Frühstücka i jest co oglądać i słychać, bo podparto to empetrójkami i klipami. I tak z pierwszego demo „Mask” mamy rzecz tytułową. Brzmiącą jeszcze bardziej lajtowo niż obecnie. Tak jakby Travis, który lubi od czasu do czasu pierdolnąć w przester. Potem z „Mine” – „Polandia” i „Hold Me”. Zwraca uwagę numer pierwszy, bo gościnnie udziela się Guzik (Flapjack, ex-Homosapiens) i jest to całkiem miluchne. Potem najbardziej wyreprezentowana „Muza”. Dwa razy mp3 – „Wake Me Up” i „Great Voices”. Drugi numer to killer trącący U2. Nie wiem czemu klipem wyróżnili moim zdaniem o wiele słabszy „Wake Me Up”. W kolorystyce i efektach (o klipie mówię) rzecz przywołująca na myśl „Judith” A Perfect Circle. Fajniejszy, animowany klip ma „Praise God” (ekhm, coś wspominałem o bezpośredniości?), chociaż numer zaczyna się fajowo, melodyjnie, a tu nagle wchodzi dziwny noise. Noise jest okej jak wiadomo, ale tak ma się do pierwszej części utworu jak pięść do nosa.

No i tyle na dzisiaj dzieciaczki. Słuchajcie Frühstücka i wierzcie w Boga. Naprawdę warto, mówię Wam.

 

najlepszy moment: POKORA

ocena: 6,5/10