Fruhstuck – Be Careful
a wlasciwie demo. dostalem od kapeli, kiedy mieli zagrac koncert w listopadzie w negatywie. ktory koniec koncow sie nie odbyl. no ale juz nie wracajmy do tego.
wiec wlasciwie co mozna o tym demo powiedziec? 3 utwory tylko, calosc zarejestrowano i wydano w 2007. polowe prac wykonano w slynnym Fonoplastykon Studio, co slychac. bo calosc brzmi profesjonalnie jak w morde strzelil.
a same piosenki? styl Frushtucka. melodyjny rock srodka, choc z inspiracjami bardziej w latach 80tych niz 90tych. zaden grunge, a echa nowej fali, the cure itepe itede. bardziej pejzazowe uwodzenie niz riffowe miazdzenie. dla porownania moglaby pasc nazwa zespolu Ocean. tym bardziej, ze obie kapele z wroclawia i na dodatek we Frushtucku gra byly bassman Oceanu. ale o zadnym kopiowaniu siebie nawzajem nie ma mowy. po prostu taka stylistyka, w ktorej ciezko zabrzmiec mega oryginalnie. choc obie kapele wyrozniaja sie wokalistami. w przypadku Fruhstuck jest to Martijn. holender, dzieki czemu odpada problem z polskim akcentem w angielskich wokalach. poza tym charakterystyczny wokal, lagodny, spiewny, o jasnej barwie. najladniej sie przejawiajacy w najlepszym na plycie, neurotyczno-balladowym „angel”. a reszta songow? B.C. to, zgodnie z tytulem, ultra pozytywny utwor i jednoczesnie mocno chwytliwy. gdybysmy mieli w polsce normalne media… „song of deliverance” zaskakuje riffem na mocnym przesterze w poczatkowych sekundach, potem mamy mroczniejsze zwrotki, ale wydzwiek calosci nie ma na szczescie nic wspolnego z doom metalem czy czyms takim.
czekamy wreszcie na duza plyte, panowie.
najlepszy moment: ANGEL
ocena: 6/10

