Dziki diament
rok: 2024
reżyseria: Agathe Riedinger
Bycie filmem oficjalnie otwierającym festiwal – jakiejkolwiek renomy festiwal by to nie był – to spore wyróżnienie. Francuski „Dziki diament” otwierał tegoroczne Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w którym miałem przyjemność uczestniczyć (to też przestroga jakby co – spodziewajcie się sporej ilości wpisów w najbliższych tygodniach), oczekiwania były więc duże – zwłaszcza że mówimy też o filmie biorącym udział w głównym konkursie tegorocznego Cannes. Czy tej roli sprostał?
Film opowiada o dziewczynie desperacko pragnącej sławy – mierzonej tak jak aktualnie większość ludzi, zwłaszcza młodych, ją mierzy, czyli ilością followersów na Instagramie i innych platformach społecznościowych. Oczywiście zamierza ją osiągnąć drogą najkrótszą, czyli poprzez udział w telewizyjnym reality show, a utorować ją chce bazując na kapitale którym się najbardziej szczyci – tj. urodą. I pewnego dnia szansa taka się pojawia, dostaje zaproszenie na casting, jednocześnie wpadając w coraz większą fiksację.
Powiem tak – ja mam trochę problem natury moralnej z tym filmem. Nie jest on oparty na najbardziej oryginalnym koncepcie świata – bo to że duszami młodych ludzi rządzą media społecznościowe a seksualizacja codzienności ma tempo coraz bardziej galopujące to to wiemy. Co nie zmienia faktu, że temat nie jest wyczerpany i warto wciąż o nim mówić. I tu pochwaliłbym debiutującą w dlugim metrażu Agathe Redienger za podjęcie wcale nie łatwego tematu. Ktoś inny dołoży też komplement, że nie ma tu jednoznacznej oceny, werdyktu etc. – i tu wchodzą moje zastrzeżenia. Bo, moim zdaniem, co innego dawać otwarte pole do interpretacji i oceny, a co innego pogubić się we własnym przekazie. I tu mam właśnie wrażenie, że reżyserka sama do końca nie wie co chciała przekazać. Ja przynajmniej nie wiem. Na pewno ma sporo wyrozumiałości dla swojej bohaterki, której zdecydowanie daleko do Typowej Dżesiki z Instagrama. Jest to piekielnie zaradna życiowo dziewczyna, która musi radzić sobie z nienajlepszymi kartami, jakie rozdało jej życie – mieszkanie na zadupiu świata, z darmozjadczą matką i młodszą siostrą. Narzuca to też inne spojrzenie na jej cele o telewizyjnej/socialmediowej sławie – nie jako sposób na nudę bananowej codzienności, a jako wyrwanie się z dotychczasowego, trudnego życia. I ok, tylko wciąż mówimy o byciu sławną z samego powodu bycia sławną. O życiu w instagramowej iluzji. O priorytetyzacji wartości nie tylko pustych, co szkodliwych. Życie nie jest czarno białe, nie ma nic złego w życzliwszym podejściu do ludzi, którzy chcą przeskoczyć najniższą poprzeczkę w życiu, aby tylko jakąś przeskoczyć. Ale gloryfikowanie tej poprzeczki, wmawianie że jest ona na tym samym poziomie co inne – to już inna rzecz. I osobiście, mimo zdelarowanego lewactwa, nie jestem pewien czy chciałbym aby moje nastoletnie dziecko obejrzało „Dziki diament”. Bo film który dla mnie powinien być nawet nie tyle przestrogą, co zaczynem dyskusji, niekoniecznie takim jest.
Dlatego też za największy atut tego filmu uważam samą główną bohaterkę, a właściwie jej odtwórczynię. Samo to, że dziewczynę oglądamy w praktycznie każdej scenie przez bite dwie godziny i przez cały ten czas skupia taką samą uwagę jest już sporym osiągnięciem. A mówimy o dziewczynie, która na papierze jawi się totalnie pustą i próżną. To zupełnie inny przypadek niż bohaterka „Chorej na siebie” – tutaj trudno nie kibicować Liane, nawet jeśli jej cele nas śmieszą/żenują/etc. Jeśli dodać do tego wszystkiego fakt, że odtwórczyni tej roli nie jest aktorką profesjonalną, to odważyłbym się powiedzieć, że mamy tu do czynienia z rolą życia. Która pewnie zostanie pominięta przy nominacjach wszelkiego rodzaju, ale którą kinomani zachowają w sercu na lata.
To nie jest tak, że oceniam ten film niżej niż na to zasługuje bo nie zgadzam się z przekazem. Uważam po prostu że jest to film zmarnowanej szansy. Można było powiedzieć o nowych pokoleniach coś, co dałoby do myślenia, co kazałoby inaczej spojrzeć na priorytety przez nich wyznawane i ich zrozumieć. Mam wrażenie, że Riedinger jest jak ta matka która patrzy na dziecko z wyrozumiałością (co wciąż mimo wszystko jest godne pochwalenia), ale niekoniecznie ze zrozumieniem.
najlepszy moment: bez wyróżniania tym razem
ocena: 7,25/10